17 lipca 2019

Bardzo podziwiam Roberta Mugabe za dystans jaki ma do kobiet niezależnie od ich ilości. Jakiś czas temu powiedział, że „umawianie się z wieloma dziewczynami to tylko sposób na zmylenie waszych wrogów przed atakami na twoją główną dziewczynę. Niestety kobiety nie zrozumieją tej strategii”. Ja sam zaczynam gubić dystans w umawianiu się nawet z jedną kobietą.

Mam obserwację, że gdyby urodziwe polskie dziewczyny miały pijacki temperament i skłonność do rozwiązłości brytyjskich dziewczyn, wtedy mężczyźni w Polsce byliby znacznie szczęśliwsi, a kobiety dużo bardziej spełnione. Tak samo uważam, że gdyby urodziwe mahometańskie kobiety nie miały na sobie tony pogrzebowych szmat wtedy świat nie hejtowałby religii i byłoby pewnie znacznie mniej wojen o krzyże w szkołach. Podobnie, gdyby kobiety lepiej komunikowały wprost swoje życiowe potrzeby oparte o zew natury, nie wybierając jako pierwszego kanału komunikacji telepatii, tylko mówienie wprost o co im chodzi, więcej mężczyzn umiałaby te komunikaty odczytywać. Dzisiejszy świat to świat niedostosowania formy przekazu do odbiorcy. Przekaz tłustej narąbanej Angielki rzadko dotrze do chudego Anglika, który żyje w jedynym kraju na świecie, gdzie to faceci są z zasady dużo ładniejsi od kobiet, a kobiety bywają dużo bardziej agresywne od facetów niezależnie od poziomu narąbania się. Podobnie nikt nie zrozumie o co kobiecie chodzi patrząc na samą jej minę, jeżeli ta konstruktywnie nie dostosuje przekazu do odbiorcy i nie odważy się wspaniałomyślnie przemówić. I tak wszyscy jesteśmy w tej niewyobrażalnej wprost spirali niezrozumienia i niedopowiedzenia z której wyjść jest każdemu bardzo trudno.

Dręczę się od jakiegoś czasu, wysłuchując reklamacji na mój temat, czy ja nie posiadam, aby temperamentu nastolatka. Być może wszystko dlatego, że prowadzę podwójne życie. Z jednej strony zależy mi na sprawianiu przyjemności kobiecie podczas gdy robimy „to” i w tym samym czasie zależy mi na sprawianiu przyjemności sobie. Ostatnia ankieta przeprowadzana wśród moich znajomych płci męskiej doprowadza mnie do druzgocących wniosków na temat długości robienia „tego” z kobietą przez mężczyznę. Niestety mój wewnętrzny nastolatek siedzący we mnie sprawia, że mój stopień podniecenia wystającym pośladkiem, kawałkiem cycka lub złapaniem kobiety, która mi się podoba, dosłownie za cokolwiek, jest wystarczający by osiągnąć poziom podniecenia jaki można porównać chyba tylko z energia generowaną przez prom kosmiczny Challenger na sekundę przed tym jak zacznie odrywać się od Ziemi. Kolejne etapy to już bardzo szybkie wejście do orbity okołoziemskiej i podróż z szybkością zbliżającą się do szybkości światła wprost w kierunku Księżyca. I ja właśnie zawsze walę w ten Księżyc. Pamiętam co mówił klasyk, że jak nie trafię to przynajmniej będę wśród gwiazd. I moja historia dobitnie pokazuje, że z trafianiem w Księżyc problemów zasadniczo nie mam. Kłopot polega na tym, że jest to prawie zawsze freestyle, a spowolnienie trajektorii lotu jest w moim wypadku niezwykle trudne i wymaga wsparcia polegającego na uruchomienia myślenia abstrakcyjnego – o eks teściowej, o szefie, aktualnym prezydencie lub o kimś dla mnie wyzywająco nieatrakcyjnym.

Niestety nic w życiu nie jest takie proste jak na papierze i na blogu. Im więcej zaczynam rozumieć z magicznej relacji kobieta-mężczyzna, tym mniej mam przyjemności w byciu w seksualnych relacjach z kobietami, a więcej w intelektualnej relacji z samym sobą. Mam wrażenie, że coraz więcej oczekiwań kobiet w stosunku do tego jak powinno wyglądać życie zwierzęco-łóżkowe zostało wykreowane przez kulturę masową, a następnie spisane i powielone w miliardach egzemplarzy przez magazyn „Przyjaciółka”. Podoba mi się z tego jedynie to, że nowoczesna singielka, pani domu, żona, kochanka, gospodyni domowa i księżna zagrody w Polsce w ogóle coś czyta celem poszerzenia swych horyzontów. Bolesne, że skutki uboczne dla polskich amantów bywają nieprzyjemne i co tu kryć na samym końcu po łbie obrywają od tego niewinni faceci, tacy z krwi i kości – tacy jak ja i moi koledzy. Od takich lektur rodzą się bowiem oczekiwania kobiet, aby facet był pieprzonym ogierem i koniem wyścigowym w łóżku, dostarczycielem orgazmów, niezawodną pałką i torpedą gotową do odpalenia zawsze i o każdej kobiecej zachciance, za dnia i w nocy i to niezależnie od pełni księżyca. Każde z tych oczekiwań nie ma jak dla mnie nic wspólnego z matriksem o nazwie „rzeczywistość”, za to każde z nich zaczyna mnie męczyć na tyle, że działa odwrotnie do założonego przez kobietę efektu. Obawiam się, że jeśli te magazyny, które czasem sam lubię poczytać, gdy mam chęć na science-fiction, nie zmienią w jakimś momencie swego kursu, pewnego pięknego dnia nasz męski gatunek może dojść do etapu, z którym nie tylko nie będzie z kim się miziać, ale nawet rozmnażać. Będzie to dzień, w którym nie dojdzie już z nikim do żadnego seksu, gdyż liczba Kluczowych Wskaźników Efektywności oczekiwana na wstępie czynności znanej dziś jako bzykanko, będzie tak duża, że każdy rozsądny facet z miejsca wybierze bycie impotentem i zrekompensuje sobie wszelkie niedogodności świata w pobliskim barze – z kolegami na piwie.

Usłyszałem ostatnio od pewnej kobiety, że w jej przypadku dopuszcza seks tylko wtedy, kiedy facet zagwarantuje jej orgazm. I tak sobie pomyślałem czy jakakolwiek kobieta, z którą spałem miała, tuż przed tym jak ją z niej zdarłem, napisane na koszulce „gwarantuję facetowi orgazm”. Bo ja facet – też chcę i potrzebuję mieć orgazm. Przez cały okres bycia nastolatkiem chodziła mi po głowie myśl, że poważnym atutem dorosłości będą już za kilka lat nieograniczone możliwości, jeśli chodzi o rozwój mojego życia seksualnego. Oczywiście nie miałem złudzeń, że kariera zbliżona do Rocco Siffredi to jedyne i wcale nie ostateczne to co może mi się przydarzyć w dorosłym życiu. Dlatego wiele lat czekałem na ten moment z zapartym tchem i obślinionym na samą myśl jęzorem. Dziś myślę, że zarówno faceci jak i kobiety są zdrowo porypani w swoich oczekiwaniach. To co wynika w dużej mierze z naturalnych instynktów, a to co każdemu siedzi w głowie i reguły jakie sobie do tej głowy pompuje by potem wymusić je na swoim Miśku to dwa niezależne od siebie światy, które rzadko ze sobą śpią.

Dziś, kiedy jestem starszy o 2,5 roku od Johna Lennona i o niespełna miesiąc od Elvisa, kiedy osiągnąłem wiek, w którym czasem bardziej zaczynam się cieszyć słońcem niż ilością kasy na koncie, osobiście bardzo zależy mi by jeszcze trochę z polotem pożyć. Zależy mi też, aby dalej móc czerpać z „tego” przyjemność, ale już na pewno nie tak, by wpisywać się w schemat czyichś oczekiwań na bezimiennego drwala z lasu, który na zawołanie wykorzysta, wygrzmoci i za włosy potarga.

Myślę, że kiedy seks przestaje być dla Ciebie dostępny spontanicznie, kiedy partner robi z tego operację mózgu wysuwając postulaty niczym przepisy z miesięcznika dla bab, facet przestaje być facetem, a dzikość dzikością. Zaczynamy być aktorem jakiejś gry, z której mało kto coś rozumie i nie wierzę, że czerpie wielką przyjemność. A potem ktoś zmienia swój status na fejsie na „to skomplikowane”… Kobiety! kochajcie nas mimo wszystko. Jeśli nie potraficie to cała nadzieja już tylko w Brytyjkach… ale tak na trzeźwo…? Chyba też nie…

2 myśli na temat “17 lipca 2019

  1. Oj ale ty biedny jesteś i miałeś pecha do kobiet, na dodatek krotkodystsnsowiec, kobieciarz i pan, który stałym nie potrafi być? Problem w tym, że to wy nie chcecie słuchać i ciągle jesteście zmęczeni a także nie chce wam się niczego i bardzo szybko związek ładuje na etapie „stare dobre małżeństwo”

Leave a Reply to Mr of America Cancel reply