9 października 2019

Większość kobiet na świecie uważa mnie na którymś etapie znajomości za idiotę. Nie robi to na mnie oczywiście żadnego wrażenia, gdyż jestem do takich nominacji przyzwyczajony. Mam też podobno wiele z chama i z prostaka. Co prawda, gdy myślę o przeciętnym chamie i prostaku to nie potrafię oprzeć się nadziei, że jestem od niego przystojniejszy. Bardzo lubię kolekcjonować na swój temat obelgi od przeróżnych pań. Niezmiennie obelg jest cała masa i są barwniejsze niż pochwały czy nawet komplementy. Pochwał umówmy się… raczej nie ma, a komplementów jest jak na lekarstwo i są w zasadzie tylko wtedy, gdy kobieta czegoś ode mnie chce. A kiedy już nawet są bezinteresowne, to sprowadzają się wszystkie do tego, że jestem zajebisty. A to przecież żadne odkrycie… wręcz bym powiedział, że nudny fakt…!

Ugrupowania kobiet, które dotychczas spotkałem zasadniczo mogę podzielić na kilka typów docelowo wrogich mi oddziałów. Na takie, które mnie jeszcze tolerują, na takie, które mnie kochają, lecz zaczynają delikatnie nienawidzić z różnym skutkiem oraz na takie, które mnie ani nie kochają, ani nienawidzą, ale jest pewne, że znienawidzą mnie w niedalekiej przyszłości. Potrzebują jedynie zebrać więcej o mnie danych i kwitów na mnie uzbierać, aby sobie udowodnić, że nienawiść i wynikająca z niej wprost agresja to jest jedyna słuszna droga postępowania ze mną.

Gdybym chciał te kobiety pokatalogować to klucze podziału wrogich mi pań mogą być w zasadzie dowolne. Można je przykładowo dzielić według zawziętości, hałaśliwości, wspaniałości, boskości lub nawet prościej, chociażby według typów świadczonych mi usług – a tych jest cała masa. Z niektórymi mam bezterminowe kontrakty na darmową usługę kłótni. Wystarczy zadzwonić i już jest energia piekła, która przenika od nich do mojego ciała przez ucho po kablach telefonicznych. Takie coś jest bardzo fajne w zimowe wieczory, kiedy padnie Ci ogrzewanie w domu, bo akurat skończyły Ci się ostatnie worki z letnimi śmieciami do spalenia. Dzwonisz wtedy na darmowy serwis piekło i już po kilku minutach jest Ci dużo cieplej na sercu. W przypływie kobiecej nudy trafiają się usługi bycia chwilową kompanką-towarzyszką którejś mojej podróży. Czasem te usługi nawet bardzo sobie chwalę i wiem, że zostały dobrze wykonane przez usługodawczynię, czyli kobietę kompankę, wręcz jak dla mnie genialnie. Niestety i te kończą się tym, że usługodawca-kobieta dzwoni lub pisze po jakimś czasie jak to było jej ze mną do dupy podczas tej jej pracy pomocnika pilota z Orbisu i że nigdy więcej już nigdzie ze mną nie pojedzie, nawet jak zapłacę w naturze. Muszę przyznać, iż zdarzają się też usługi świadczone prze ze mnie drugiej stronie. Dobrym przykładem są wspólne podwózki do różnych miast na fajne wydarzenia i z powrotem. To z nich przeważnie dowiaduję się jak beznadziejnym jestem kierowcą, jakim chamem na drodze i burakiem na autostradzie. To nic, że podwożę pod sam lokal w ciepełku i luksusie i nawet złotówki za to nie pobieram. Wzajemne usługi to kategoria katastrofa i gotowy scenariusz do programu „Trudne sprawy”.

Sięgając do moich przepastnych notatek, które mam zwyczaj sporządzać przy każdej nadążającej się ku temu okazji, kiedy tylko coś mnie zainteresuje, wkurzy, zbulwersuje lub rozśmieszy, wygląda na to, że wciąż napotykam jakieś reklamacje ocierające się o osobisty przytyk do mnie wynikający z rzekomych deficytów kultury osobistej u mnie. Tak sobie myślę, że te wszystkie kobiety muszą sobie o mnie myśleć nic innego jak tylko to, że bankowo wychowywałem się w niezłym chlewie, a moja mama to ewidentnie za oborę ze mną chodziła. Niestety dziwnym trafem moja rodzina temu zaprzecza – przecież zupełnie taka nie po chamsku z chamska wyrośnięta, w cztery krowy i trzy świnie na kupie gnoju… Te wszystkie przygody, z którymi się na co dzień zmagam pokazują w zasadzie też drugi aspekt od niedawna odkrywanej przeze mnie kobiecej natury. A mianowicie to, jak bardzo zadziwiające jest, kiedy kobiety myślą, że znają się na manierach, a następnie bazując na ich wewnętrznym przeświadczeniu chcą egzekwować od faceta równie wysoką kulturę jak oraz francuski chic.

Weźmy przykład z życia wzięty. Otóż ja, jak wiecie – kulturka-towarzystwo-gość oraz mój kumpel nieustępujący mi niczym w tej materii, znaleźliśmy się kiedyś zupełnie przypadkowo, nieważne teraz kiedy, w pewnym na pozór tylko kulturalnym miejscu, w którym to znajdowało się szereg ładnych pań. Panie były akurat w towarzystwie panów i ci to właśnie panowie na nasz widok zapytali nas czy znamy może jakiś dowcip. Mój kolega nie znał, ale ja zaproponowałem tym panom by lepiej postawili nam piwo, to my pozwolimy ich kobietom pokazać nam cycki. Niestety dowcip nie przyjął się wcale i z uwagi na nieprzewidywalną wcześniej rekcję panów, którzy nie byli tak kulturalni jak my, byliśmy zmuszeni salwować się z tamtego miejsca raczej rychłą ucieczką. O dziwo z owego barwnego zdarzenia najbardziej utkwił mi wcale nie wyraz twarzy napotkanych dżentelmenów. Przebił go niewymowny tekst pewnej damy, który sobie oczywiście zapisałem i pozwalam sobie w tym miejscu zacytować Szanownym Czytelnikom. Wiązanka nieznanej mi wcześniej pyskatej lali co do słowa leciała dokładnie tak: „jasne, że nie, paskudny, stary [to o mnie?], naiwny, obleśny [to o mnie?!] łysiejący, bachorzasty, brzydalu-kurduplu!”. Serce rośnie… prawda? Peeeeeełna kultura.

Szczęśliwie zdarzają się wyjątki i karkołomne, lecz pozytywne próby nawrócenia mnie na ścieżkę manier w sposób nieinwazyjny i zachęcający. Bardzo cenię sobie możliwość pracy nad sobą, gdy otrzymuję ścieżki internetowe do stosownych poradników na temat tego jak obcować z kobieta by znienacka nie zarobić w łeb patelnią, jak mówić o kobiecie, z którą się obecnie jest w towarzystwie, kiedy ona tego słucha. Dostaję subtelne wskazówki, że od kobiety się nie chce buziaka, tylko to kobiecie daje się buziaka. Przyznaję, w życiu bym się tego sam nie domyślił. Fajne jest móc się uczyć i rozwijać. To jest idealne, kiedy z poradnikami mogę rozprawiać się bezstresowo w zaciszu mojego bunkra, w atmosferze niewbijającej mojej udręczonej osobowości w beton, bez krzyków i bez strachu czy cokolwiek z nauk zrozumiem w afekcie awantury. Ale to moje Panie są w Waszych zachowaniach względem mnie dość rzadkie wyjątki. Zwykle te Wasze nauki bardziej przypominają mi najgorsze praktyki nauczycielek z podstawówki, kompletnych zjebów, kompensujących sobie brak seksu na własnych uczniach. To samo było gdy byłem potem starszy. Kontaktowała się ze mną w liceum wyrosła w komunizmie patologia pedagogiczna, która rościła sobie, posiadając zaledwie tytuł magistra, prawo do gnojenia mnie za brak długopisu lub znajomości wzoru chemicznego oraz leczyła swoje kompleksy i niedouczenia każąc tytułować się pani profesor.

Pewien mój kolega zwykł mi ostatnio powtarzać w kontekście kobiet: „Jaki pan, taki kram”. A ja myślę, że od każdego można się czegoś nauczyć. Jeśli przy tym nikt nie połamie na naszych głowach patelni, nie wygenerujemy miliona zbędnych emocji to jest szansa, że ta edukacja wyjdzie tylko na dobre co najmniej dwóm osobom. Zatem lepiej uczmy się od siebie. Spieprzać przed sobą przecież i tak nie ma za bardzo dokąd.

Dodaj komentarz