26 marca 2020

Włączył się jakiś ponury matrix… Jestem w rzeczywistości równoległej. Tęsknię za moim światem. Gdzie moje lotniska, gdzie moje samoloty? Przecież po jutrze mam lot do Kataru. Tam 3 dni w Doha, zwiedzanie i dalej lot na Malediwy. Mój katamaran odpływa za 5 dni – wszystko odwołane. Odpadł Cypr już raz drugi, Faro przesunięte, Bazylea za 70 PLN za voucher oddana, Islandia w czerwcu pod znakiem zapytania, Praga na weekend z bookingu oddana, Miami w maju na wiosnę anulowane, w ślad za tym San Francisco, Mustang cabrio, Highway California 1 do Los Angeles i koncert Stonesów w San Diego zjebany. Dziś umawiam się z życiem na wrzesień najwcześniej. Ale to na drugą połowę, tak bezpieczniej. Niepoprawny optymizm, a może szaleństwo? Sam nie wiem… Przebieram w ofertach wczasów na 2021. Ten rok już stracony. Już się napatrzyłem… kawałek Maroka raptem, Paryż znów zrobiłem, Bolonię, Sardynię, Islandię, Jordanię, Izrael liznąłem i jebut granice zamknęli. Koniec baletów, zapaść, bryndza, chujnia pospolita. Ale plany trzeba robić, kiedyś musi to ruszyć… Może wreszcie Egipt z rodziną… albo Bułgaria lub Turcja… będzie tanio i na bogato! Tylko basen i drinki… żadnych ogonów. Zakręcę się na miejscu, coś znajdę dla siebie – może jakaś blondie cycata z Ukrainy tam pląsa… Kto wie? Rozmarzyłem się tylko sam nie wiem za czym i za kim…

Czy w Waszej rodzinie też posyłacie na zakupy tego, którego najmniej żal? Okrutne żarty robimy, odkąd Wielki Brat chce wyłączyć świat. Ludzie zaczęli obawiać się śmierci na tym naszym padole. Kogo dziś pociesza, że w zależności od wybranej religii na tamtym świecie może na Ciebie czekać do 72 dziewic z dużymi argumentami? A jeśli słabo wybrałeś to życie wieczne w raju, gdzie wszyscy są piękni, młodzi, chodzą na golasa i nie odmawiają… to też nie jest wcale najgorsze. Co prawda nikt nie wspomina czy mają tam gorzałę… no ale może jacyś Polacy już tam są, to i gorzałę ogarną lub ciekawsze rzeczy do robienia… Bo jak wieczność to tylko na permanentnej bani wśród naszych. Inaczej to do kitu…

Jedno jest pewne – nasz świat ocipiał, rząd zwariował i chyba szykuje się jakaś rewolucja. Polska to coraz piękniejszy kraj. Powietrze się mocno naprawia. Przyroda dziękuje nam za brak smogu. Nie ma kto nas truć. A ja nadaję dziś z tego zamkniętego zadupia, z którego poza wariatkowem nie ma za bardzo dokąd uciec. Może podkop gdzieś zrobię… Geniusze od edukacji zamknęli szkoły, mimo że dzieci na wirusa nie umierają. Mózgowcy od geriatrii pozwalają wychodzić z domu staruchom, mimo że choroba najbardziej dotyczy właśnie zabytków. Ci co zakazują spotykania się, w tej samej chwili publicznie afiszują się tym, z kim się właśnie spotkali i co mądrego komuś z tego wynika. Każą siedzieć w domu i iść na wybory by ich jeszcze raz wybrać. Straszą karami za chodzenie w grupach, ale nie wdrożyli zapisów prawnych by móc cokolwiek egzekwować. Łącza Netflixa przeciążone, ciała przemęczone, mózgi rozjebane, wszystko sflaczałe, nie ma co oglądać ani kogo przytulać. Nawołują by wyciągać wnioski z dramatu włoskiego, chcą by na starość zamieszkać w najstarszym kraju pośród najstarszego społeczeństwa… Załatwione, gdy będę miał 80 lat i zacznę wyścigi z zegarem na pewno tak zrobię. Pomyślę, że śmierć oszukana. Vox populi, vox Dei… Dobrze… więc poprawne wnioski wyciągnę z tego już dziś…

Pocieszające, że odkąd nasze życie przeniosło się na domówki nikt już nikt pyta, gdzie się podziały tamte prywatki. Świat dawno nie był tak zorganizowany we wzajemnym goszczeniu się, wspólnym biesiadowaniu, grzeszeniu i piciu alko u kogoś na chacie. Potem rewizyty, bisy i tak codziennie. Balanga trwa w najlepsze. Brakuje tylko pornosów na VHS, jak kiedyś, ale zawsze coś się ogarnie. My nie damy rady?

Stało się tak, gdyż władcy słowiańskiego pospólstwa, wytypowani na przywódców spośród największych na tej szerokości geograficznej bufonów, orzekli, że ich prymitywny lud ma siedzieć na dupie w swoich szałasach, najlepiej w zadumie i oglądać transmisję mszy świętej z Jasnej Góry. Rozpłaszczeni fest na czterech literach macie zacieszać się telewizją, swoją własną fizis, starą współlokatorką żoną lub nie-żoną, nierobem współlokatorem mężem, lub nie-mężem, ogłupiałymi bez szkoły dzieciakami, lub kimkolwiek, kogo tam akurat pod ręką macie, kto od dwóch tygodni działa Ci konkretnie na nerwy. Sklepy pootwierane, więc kończy się na tym, że wszyscy łażą do nich znosząc na bazę reklamówki bimbru, baterie browarów i taniego wina. Przemysł spirytusowy ma się bardzo dobrze. Kogo nie spotykasz jest na permanentnej bani lub tuż przed banią. Tylko jest okupacja, więc spotkana niby zakazane… Pierwszy raz w historii poza ogarnianiem dzieciaków, alkoholem i seksem nie ma za wiele do roboty. Nawet w pracy można legalnie łoić, ile wlezie, bo kto Cię sprawdzi, jak masz hołmofis. Kto nie skacze ten z policji hop, hop, hop… Zmienił się układ sił psy vs ludzie. Drogówka spierdala przed Tobą w obawie, że na nich kichniesz. Reszta łazi po dzielni i dogląda kto na kwarantannie siedzi. Tylko browarów jeszcze nie donoszą, ale to też się pewnie zmieni. Jedno jest pewnie – nikt już nie dmucha w alkomat, ani nie płaszczy się przed panem władzą. Rurka zmiękła szlachcie od mandatów, krzaczorów i punkcików. Wiejskie szeryfy z suszarą gdzieś poginęły. Grzybiarek po lasach jakby więcej. Na to zawsze będzie koniunktura. Tego kryzys, ni wirus nie rusza. Branża uodporniona. Nikt Cię też nie posuwa koszykiem w Biedrze, gdy stoisz w kolejce do kasy. Grzecznie się zrobiło. Nawet nie patrzą na Ciebie te zakazane twarze co to kartą bankową w życiu nie płaciły tylko 21 złotych i 38 groszy szukały w portmonetce całą wieczność, płacąc dumnie bilonem, na amen ruch w sklepie blokując.

A ja twardo uważam, że ten niby wirus to ściema i sposób na zarządzanie ludźmi poprzez strach, furtka na rządy totalitarne, zniesienie demokracji, okazja na depopulację planety oraz wprowadzenie nowych praw, których, gdy wszystko przyschnie i wróci do jakiejś „normy” magicznie cofnąć się już nie uda. Na tym wirusie dorobi się garstka organizacji i najpotężniejszych ludzi… szkoda, że nie my…

Ludzie dużo piszą z tych nudów ostatnio… Do mnie napisała wczoraj koleżanka: „siedź w domu, nie szlajaj się z obcymi, pij z ludźmi, z którymi chcesz umrzeć”. Chwilę o tym myślałem, a potem wsiadłem w samochód i znalazłem się u niej w domu…

3 myśli na temat “26 marca 2020

  1. Mam nadzieję, że „minusem dodatnim” pozostanie fakt nieposuwania mnie koszykiem w Biedrze – jak to malowniczo opisałeś, czy że jakiś Janusz nie będzie mi chuchał w kark w kolejce do kasy w Oszołomie, to jest zysk nie do przecenienia 🙂

Dodaj komentarz