21 lipca 2020

Jestem anty-zgnuśniały. A to dlatego, że nadal nieustannie interesuje mnie wszystko i wszyscy. I jeszcze to wszystko co hipotetycznie można ze wszystkimi móc zrobić mnie bardzo pociąga. Moja strategia obronna to aroganckie dopasowywanie się do danego kontekstu na jak najbardziej moich warunkach, pełna akceptacja tego czego nie uda mi się zmanipulować, luz i orientacja na dobrą zabawę. Ta postawa z sukcesem sprawdza mi się od lat. Pewnie dlatego już dawno jest za późno na to by umrzeć pięknym i młodym. Przeżyłem już o całe lata Jimi Hendrixa, Kurta Cobaina, Janis Joplin, Briana Jonesa, Amy Winehouse, Johna Lennona, a nawet Elvisa. Jestem człowiekiem, który wychował się na śpiewającym pluszowym psie ledwo widocznym w śnieżącym, czarno-białym telewizorze, którego podziwiałem w każdy piątek po południu. W niedziele budził mnie kogut z „Teleranka”, a w poniedziałki czekałem jak po „Zwierzyńcu” będzie leciała kreskówka o Pixie, Dixie i sierściuchu Jinksie. Od jakiegoś czasu pogodziłem się, że w kompetencji forever young już się raczej niczym szczególnym nie wykażę. To żaden rarytas pochwalić się zejściem na wylew, tak jak wszystkie staruchy w stanie nieprzydatności do życia. Gdy akurat jesteś zgryźliwym i pomarszczonym pierdzielem czasem nie ma nic lepszego do roboty niż odwalić sobie kitę. To może banalne, ale nadmieniam o moim wieku na wszelki wypadek. To dlatego, że dziwnym trafem z różnych źródeł wysłuchuję co i raz jakiś kąśliwy komplement dotyczący moich czterech siwych włosów na brodzie. „Jestem jeszcze łysy, za gruby i trochę głupi…, ale mi to nie przeszkadza” – dopowiadam dumnie, aby nie pozostały żadne wątpliwości, że mam to gdzieś. Lubię bronić mojego cierpienia, kiedy robiąc ludziom przyjemność wchodzę w rolę ofiary lub biednego żuczka. Są na świecie całe zastępy osób lubujących się w osłabianiu mojego poczucia wartości i dobrego samopoczucia w taki sposób. Nie ma po co im w tym przeszkadzać. Pociesza mnie tylko, że nie wszyscy tak mają. Ostatnio moja córka dokonała niezwykłego odkrycia. Powiedziała mi tekst, który utkwił w mojej pamięci: „Wiesz tata, że gdyby kiedyś nie wynaleźli piwa to by go nie było?”. Z miejsca doceniłem tą błyskotliwą myśl 8 latki. Jest w niej sporo o empatii w stosunku do ojca, któremu byłoby przykro, gdyby mu ktoś nie wynalazł piwa. Co ciekawe najwyraźniej młode kobiety dostrzegają w tym, że lubię piwo i mam po nim lepszy nastrój odwrotną wartość niż kobiety dojrzałe.

W życiu można mieć wszystko, ale nie wszystko na raz. Najfajniejsi ludzie – tacy jak moja babcia, jak moja mama dani nam są tylko na jakiś czas. Potem są cieniem rzucanym przez pieczarę i żaden z nich pożytek… Ja sam byłem myślę większość dzieciństwa typowym enfant terrible. Ale mam w tym wspomnieniu resztki zrozumienia dla ówczesnego otoczenia. Do dziś trochę martwię się o zdrowie moich wychowawców z podstawówki i liceum. Dawałem im wszystkim w kość epatując autorskim buntem i niechęcią do akceptacji szkolnego systemu przymusu, którego nie rozumiałem. Było to niedostosowanie się intelektualne i bardzo niewinne zarazem. Tacy jak ja lubią ten szczególny rodzaj zgrywania przebiegłego głupka podkurzający wszystkich napotkanych na swej drodze. Zawsze chodzi o to by móc wystawić czyjąś cierpliwość na próbę w taki sposób, by potem ten ktoś z braku na mnie kwitów nie mógł nic mi zrobić. Odgrywanie się na mnie zaocznie na wywiadówkach za to, że moi rodzice stworzyli coś co nie do końca im wyszło też nie wchodziło wtedy w grę. Byłem przecież grzeczny, potulny i wkurwiający nie robiąc absolutnie nic. Co prawda dyrektor szkoły zaliczył ode mnie kiedyś porządny cios z łokcia, gdy pewnego pięknego dnia tłukłem się z jakimś idiotą na szkolnym holu, a ten zaszedł mnie od tyłu by nas rozdzielić. Do mnie i do konia nie podchodź nigdy od tyłu – złota rada na wszelki wypadek, gdyby jakiejś uroczej niewiaście przyszłoby to kiedyś do głowy.

Ostatnimi czasy napotykam na swej włóczędze po świecie w trybie home-office coraz więcej wariatów. Zapamiętałem szczególnie jednego z którym długo dywagowałem o naszym nowym obiecującym pomyśle na siebie. Przyszło nam na myśl, że to czym się obecnie zawodowo zajmujemy jest stanowczo zbyt nudne dla naszego wizerunku publicznego. Do tego raczej trudno się sprzedaje w pijanym towarzystwie. Dlatego gdy będziemy pytani o to czym się zajmujemy powinniśmy od dziś zacząć zgodnie odpowiadać:
⁃ rozkminiamy jak to się wszystko zaczęło…
⁃ ale co?
⁃ to którego dnia kobieta została stworzona i czy na pewno było to dnia szóstego…
⁃ i długo to już chłopaki robicie?
⁃ nie za bardzo – raptem dwadzieścia lat jeździmy po świecie szukając odpowiedzi. To może postaw nam piwo to powiemy ci o tym coś więcej.

W ten sposób jestem prawie pewien, że uda nam się rozpoznać w naszym towarzystwie jeszcze więcej pozytywnie spolaryzowanych typów. Oby tylko byli na tyle inspirujący by dało się z nimi wejść w jakąś dziką interakcję. Jest zatem nadzieja, że tym sposobem uwolnimy się kiedyś od potrzeby zdobywania coraz to nowych kobiet, które nas zupełnie nie ogarniają, a przez to my też zupełnie nie ogarniamy ich. Dowiedziałem się ostatnio od takiej świeżo poznanej kobiety, że mam za dużo pieniędzy nawet na to by ze mną chodzić. Nie zdziwiło mnie to szczególnie. Miałem w pamięci to co zgrabnie kiedyś ujął pewien mój inny kolega na mój temat. Powiedział mi tak: „problem z tobą jest taki, że delikatnie mówiąc śmierdzisz kasą”. W sumie tekst o nie-chodzeniu świadczy o tym, że ona to chodzenie ze mną musiała chyba sobie rozważać. W tej historii pozostaje jedynie dziwne to, że propozycji w tym kierunku z mej strony nie było nawet jednej. Ale z drugiej strony uświadomiło mi to coś więcej. Podobno kobiety, kiedy się je zaprasza na kolekcję i za nie płaci czują zakłopotanie. I tu nie chodzi o jakieś frykasy zamawiane w przypływie romantyzmu w lokalnej smażalni ryb nad morzem, na które jestem skłonny się szarpnąć, ale o to, że ego prawdziwej kobiety podobno nie pozwoli nigdy by samiec znosił do domu siedem razy więcej siana od niej. Kobiety mają facetom takie rzeczy za złe. Czują się w takich układach niestabilnie. Zakładam, że chodzi o to, że facet zarabiający tyle razy więcej od swojej partnerki może sobie pozwolić na hodowlę prywatnego haremiku gdzieś na boku, a rasowej kobiety nie zadowoli ogarnianie jedynie swoich wacików. Myślę, że to właśnie dlatego związki w każdej formie są dla mnie zasadniczo męcząco niemożliwe. Czytałem gdzieś, że gdy człowiek się przymierza by z kimś być, odrobinka stabilności jest użyteczna. Potencjalny partner może nie ogarniać permanentnej niestabilności w braku symetrii dostarczanej do związku energii oraz siana na chatę. Tymczasem piękne jest to, że będąc samemu wolność jest niejako wyrazem niestabilności we wszystkim co od rana można ze sobą robić. I to jest super wartość, która jest dla mnie tak bardzo w byciu solo kusząca.

W ten właśnie sposób zacieszam sobie pod nosem jak bardzo jestem nie do ogarnięcia dla normalnej kobiety. Mam je wszystkie „z głowy” na starcie. To duży luz wolności ta moja perspektywa niechcenia mnie przez nikogo normalnego. Paradoksalnie ja na końcu normalnych nigdy nie szukałem. Jak już kogoś szukać to wariatki. Wszystkie normalne są walnięte. Zbyt nudne by cokolwiek od nich lub z nimi chcieć.

5 myśli na temat “21 lipca 2020

  1. Paradoksalnie… Paradoksów tutaj sporo 🙂
    Paradoks. „Dopasowywanie”, „pełna akceptacja” vs „aroganckie”, „moje warunki”, „zmanipulować”. Bierzesz co dają, nie patrząc. A potem kac, rozczarowanie, bo coś nie działa tak, jak oczekujesz. Gdzie tu sukces?
    I znów paradoks. Anty-zgnuśniały forever young vs zgryźliwy pierdziel żałujący, że nie umarł piękny i młody. „Forever young” to stan umysłu, nie ciała. Przydatność do życia jest nieograniczona 🙂
    Następny paradoks. Masz „gdzieś” opinie nt swojego wieku/wyglądu, ale jednocześnie cierpisz z tego powodu. A raczej teatralnie „cierpisz”.
    I ostatni (?) paradoks. Skoro normalne kobiety są walnięte, czyż nie czyni ich to wariatkami?
    Zdefiniuj normalność. Standardowo „normalność” jest tożsama z „większością”.
    Postrzegasz siebie jako kogoś aż tak nieatrakcyjnego, że nie ma szansy na pożądaną relację u WIĘKSZOŚCI kobiet, więc nawet nie próbujesz?
    Największy paradoks: po co Ci partnerka, skoro lubisz być solo?
    Tak, ludzie są nam dani na jakiś czas. Wszyscy. Ale pożytek z ich spotkania na swojej drodze procentuje przez całe życie. Cieniem czy blaskiem – to już kwestia indywidualna.
    Prowokujące zgrywanie głupka i obserwowanie reakcji? Sądząc po komentarzach, to właśnie robisz, pisząc ten blog. Interesujące 😉

  2. A czy nie swoj do swego ciagnie albo jak to mowia z angielska similar attracts similar? Mam pomysl, a moze wejdz w swiat tych, ktorzy zostani zostali przez tych ‚normalnych’ nazwani wariatami i opisz nam jak tam jest? Wchodzac do jednego z biurowcow jakis czas temu przeczytalam nad wejsciem ‚ wszyscy jestesmy idiotami’… chyba cos w tym jest, tylko pozostanie nam sie scigac kto jest bardziej potertany a kto mniej! no i tu kolejny pomysl, moze. by tak kategorie wariacji utworzyc? Taka oto sobie powstanie Tablica wariatkowsci wg. Mr of America! Moze tez przy tym zostanisz jeszcze bardziej doceniony i bogaty i ‚smierdziec kasa’ bedziesz z jeszcze wiekszej odleglosci 😉

    1. Jest to jakaś inspiracja co piszesz. Jak to mówi moja ulubienica Okuniewska – każdy może sobie idiotkować do woli… 😊

Dodaj komentarz