19 stycznia 2021

Dzisiaj sobie pomyślałem, że wszystkie moje kochanki in spe straciły kontrole nad tym co im się względem mnie i ze mną wydaje. Dość szybko zaczyna im się objawiać niezliczona liczba świadectw na mój temat z którymi ochoczo się ze mną dzielą. Paradoksalnie żadnego z nich nie dostrzegłem u siebie sam nawet kątem oka. Dlatego za każdym razem zaczynam je śledzić z zapartym tchem i obserwować na ile są trafne. Póki co są mi one ciągle mniej bliskie niż program „Rolnik szuka żony”, który raz w życiu przypadkiem obejrzałem w szczerej zadumie i fascynacji, że to może się dziać u kogoś naprawdę. Pomimo, że moja prawdziwa osobowość jest między innymi uczuciowa dowiaduję się, że „po prostu jestem chłodnym człowiekiem”, „skupiłem się już na sobie”, że „wszystko inne będzie dodatkiem do mojego życia”, że „zrażam do siebie ludzi” i że „fajnie, że żyję tak jak lubię”.

Trudno jest kobietom pojąć, że mężczyzna może osiągać stan, w którym dąży do bycia w zgodzie z tym co lubi, będąc z kimś z kim być lubi, czyli często sam ze sobą też… Najgorsze jest ponoć dla niewiast, gdy dzieje się coś ze mną bez ich wpływu i bez wpływu ich czarodziejskiej z gruntu dennej manipulacji na moje autorskie decyzje. Nie płynie wtedy do mężczyzny z zewnątrz kobieca energia mądrości, a motorem jego działania jest siła pochodząca z wewnętrznej potrzeby robienia tego na co on ma ochotę bez pytania kogokolwiek o zgodę, bez sztucznego kolekcjonowania niemego przyzwolenia ani czyjegoś pisemnego pozwolenia. Jak każdy szanujący się mężczyzna obcym jest mi konsultowanie z kimkolwiek tego co ten ktoś o moich pomysłach akurat sobie myśli. Do tego obcym jest mi zastanawianie się jak bardzo mu się jego prywatny nastrój może pogorszyć od mego braku z nim tych konsultacji.

Zdystansowałem się w mym życiu od kilku znamienitych bzdur, które niczym Niagara toczą się dziś niezmiennie przez głowy coraz to młodszych kobiet. Spotykam je nieustannie na drodze mego eksperymentowania z życiem. Zapewne dzieje się tak tylko dlatego, że one jeszcze te wszystkie kołtuńskie doświadczenia, które dla bilansu dokonań ludzkości są zupełnie nieważne ciągle mają najwyraźniej przed sobą. Rozpoznają je jako Świętego Graala odlanego w czekoladzie o którym opowiadała im do znużenia mama w kołysce. Łykają jak ryby cuchnące gówno w sreberku nie mając świadomości na temat tego w co zaraz dzięki temu bezpowrotnie wdepną. A może to taki ich los. Bo jak tu można być w niezgodzie ze swym losem? Pewnie dlatego nie potrafię pojąć, jak może być cholernie ważne dla ponoć „każdej kobiety” zakładanie rodziny, ślub kościelny, posiadanie dziecka, kupowanie domu na kredyt i „bycie szczęśliwą pośród ukochanych osób”. Te wszystkie oczekiwania od życia i świata materialnego przysłaniają cel nadrzędny bycia szczęśliwą samą ze sobą i samą dla siebie. Na diabła te wtręty „pośród ukochanych osób” komuś szczęśliwemu są do szczęścia potrzebne? Nie umiesz być sam sobie szczęśliwy bez całego gówna wkoło Ciebie to może masz jednak problem? Myślę, że w ten sposób moimi szyderczymi poglądami wykutymi u mnie a posteriori wkurwiam ludzi wielopoziomowo i wciąż niezmiennie. Tylko kiedyś to ja się irytowałem, gdy moje małżeństwo przeszkadzało mi w poligamii. Dziś mogę być przykładem na to jak dobrze ludziom robi na psychikę zamiana z żonami statusu z „to skomplikowane” na status „przyjaciele po rozwodzie”.

Dzisiaj najbliższa duchowo i fizycznie jest mi prawda o braku granic we wszechświecie. Nawet dla malkontentów są one wszak niemal na oścież otwarte. Należy się jedynie liczyć z ewentualną kwarantanną po powrocie, ale tylko jeśli nieumiejętnie powrócisz z „tam, gdzie byłeś”.

A może to nie jest tak, że mi nie zależy na budowaniu życiowych baz spokoju z gorącymi obiadkami i ogniskami domowymi, Netflixem, przytuleniem i winkiem przed snem w stałym towarzystwie, póki śmierć mnie z niego nie rozłączy. A co, jeśli znam się na takich randkach, ale bardziej lubię spędzać wieczory spożywając alkohol w innym towarzystwie? A jeśli picie alko z obcymi to moje bardziej ulubione hobby niż bycie romantycznym misiem w zbroi rycerza z demobilu i pana domu na kredyt? Czasem, gdy o tym myślę korci mnie by otworzyć prywatny gabinet terapii. Mam już hasło marketingowe. Wymyśliłem, że będzie mniej więcej takie: „Zapraszam wszystkich. Zwłaszcza tych, którzy mają problemy ze sobą, alkoholem, erekcją, mamą albo byłą. Ostrzegam, że za godzinę terapii biorę pięć stów. To nie są tanie rzeczy.” 

Moja lecznica będzie rozpierduchą status quo. Uświadomię ludziom, którzy zabłądzili, że ich życie to nie tylko suma oddechów zapijanych gorzałą i przygodnym seksem z tą samą żoną od lat. To bardziej suma momentów, kiedy zapiera ci oddech w piersi. I to jest ich cel, o którym mówią ludzie oświeceni… A gdyby jeszcze móc zamienić te oddechy na orgazmy. To by się dopiero działo! Dlatego do diabła z hejtem z tv płynącym… do cholery z Owsiakiem, szczepionkami i Sasinem… nie wiem nawet do końca kim oni wszyscy są… To hologramy, postaci z telewizora, a ja mało telewizor wszak oglądam… Wierzę za to, że w życiu trzeba żyć swoimi przygodami. Jak można szczęśliwie żyć i karmić się meandrami czyjegoś piekła lub czyjejś domowej nudy? W ten sposób jako mędrzec podwórkowy wróżę sobie już dziś nie lada udaną karierę. Widziałem w mym życiu też nie jedno i przeżyłem to i owo. Doświadczenia wszak przychodzą do mnie nieustannie. Mój ostatni rejs sylwestrowy po Atlantyku wniósł do mojego życia co najmniej dwie kolejne życiowe mądrości. Pierwsza to taka, że kiedy płyniesz do celu pod wiatr masz do wyboru włączyć silnik lub się halsować. Na silniku zużyjesz paliwo i energię, a halsując się dotrzesz za darmo w tym samym czasie wykorzystując tylko siły natury. Druga mądrość mówi, że nie da się w życiu mieć nigdy tych trzech rzeczy na raz: kobiety, racji i spokoju. Więc czas puścić pewne rzeczy i poddać się prawom natury, których i tak nie przeskoczysz…

A zaraz po tym jak mija mi entuzjazm by rozpocząć kurs naprawiania dennego świta, którego i tak naprawić się raczej nie da, świta mi w głowie pomysł na jakże szczery i przewrotny opis samego siebie na dowolnym portalu randkowym. Będzie brzmiał tak: „Inteligentny. Wybaczcie, że bez zdjęcia ogolonej klaty w chujowych bokserkach i w upierdolonym lustrze. Jeśli szukasz dymania to napisz. Wtedy będę mógł podjąć decyzję, czy jestem zainteresowany zamiast krążyć wokół tematu. Uwaga – ja naprawdę nie jestem tu tylko po to, żebyś miała komu wysyłać fotki swoich cycków. Wierzę w fajnych ludzi. Jeszcze. Czasem. Może… Czy naprawdę wystarczy obsługiwać punkt Żabki, żeby być bizneswoman i kobietą niezależną? Ja też chcę kiedyś zostać CEO.”

10 myśli na temat “19 stycznia 2021

  1. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy wszystkie te kobiety błędnie Cię oceniają, bo tak im wygodnie czy może tak im się przedstawiasz?…Mam wrażenie, że lubisz wysyłać mylne sygnały, które mają zakryć prawdziwego Ciebie…Obawiasz się zranienia, braku akceptacji więc prowokujesz, pokazujesz się jako ktoś inny: nieczuły, egoistyczny, mający na wszystko wywalone wesołek i erotoman 😉 Jeśli tak się kreujesz, to za takiego jesteś odbierany…Może trzeba zastanowić się nad sygnałami wysyłanymi w stosunku do innych…

      1. Pozorny erotoman
        Jeśli w kontaktach osobistych porozumiewasz się tym samym językiem co na blogu to możesz być tak odbierany Niektóre wpisy przedstawiają bardzo sexualne podejście do kobiet, nieraz nawet szowinistyczne Czytając bloga osobiście odbieram to jako pewnego rodzaju prowokację, zaczepkę, pozę Gdybym jednak pewne wywody usłyszała na żywo mogłoby zabraknąć dystansu

        1. Blog ma taki być. Dziś słuchałem ojca dyrektora jadąc autem. Twój opis pasuje idealnie też do tego co on głosi. Czasem prowokacja jest niezbędna by ktoś się zainteresował treścią 😊

                  1. a tu całkiem miły do czytelników jestes…. ty poprostu wierzyles i pewnie wierzysz w te milosc do grobowej deski i potrzebujesz jej mniej wiecej jak ja …..tylko sobie troszke lepeij radzisz bez….a moze wcale nie lepiej?

Leave a Reply to Anonim Cancel reply