6 marca 2020

Jestem ciągle ogłuszony – poczuciem obowiązku, poczuciem winy, poczuciem bezsensu i poczuciem, że coś zjebałem. Czytam po kilka razy te same listy, które jakiś czas temu dostałem. Oczywiście zaczynam czuć się po nich tylko gorzej. Jestem niczym jeden wielki problem, na który ktoś wiecznie się skarży. Potem czytam listy z pracy… to samo. Czuję, że bywam kłopotem dla ludzi w ich życiu, w firmie i na autostradzie. Lubię zapierdalać ponad 200 na godzinę więc wybaczcie nie pozdrowię po drodze Was wszystkich. Z poczuciem winy głupio mi się chodzi. Muszę z tego oczyszczać się gdzieś potem… Tylko nie wiem… gdzie to robić? Coś tam mi uwiera w bucie bez przerwy. Niczym żul na prywatkę – łatwo Ci wlezie na chatę, tylko jakoś boleśnie z niej wyłazi. Nie mam wpływu, gdy mi wchodzi coś do mózgu, bo drzwi bym zamknął i gówna nie wpuścił, gdybym tylko wiedział, że coś złego wejdzie, gdybym tylko miał jakieś drzwi. Pewnie chciałbym być bez serca – egoistą i niczego nie czuć, tylko jak?

Co Wy byście wybrali: żałowanie, że czegoś nie zrobiliście czy żałowanie, że coś zrobiliście? W moim przypadku chyba na jedno wychodzi. Całe życie biegnie mi tak cholernie szybko, że nie mam czasu wszystkiego żałować. Skupiam się więc na najważniejszych gównach, tych w które wdepnąłem lub sam nie wiedzieć kiedy artystycznie narobiłem. Wtop niezgodnych ze sztuką wyszło mi kilka więcej i tych naprawdę żałuję. Lecz żałuję tylko tego co zrobiłem. Nie żałuję tego czego nie zrobiłem jeszcze. To drugie mam wszak przecież zagwarantowane w ramach mojej bucket list. Ostatnie rzeczy przed śmiercią do zaliczenia na niebieskiej planecie, tej trzeciej od Słońca. Dobre sobie…. Nie wiem, tylko kiedy uda mi się to wszystko źle wybrać i koncertowo spierdolić. Czasu na żałowanie też może mi nie starczyć… wiadomo śmierć, nowe obowiązki w piekle, reinkarnacja. Tylko jak tu doświadczać życia bez prawa do błędów? A może śmierć mnie ze wszystkiego jednak rozgrzeszy i wyzwoli, może żałować za mnie będą inni, dzieci moje, milionerzy spadkobiercy, kolejne pokolenia, wnuki, ich kochanki i prawnuki…

Na bieżąco to tylko żałuję, że mi czas wciąż spierdala. Zagłębiłem się w duperele matematyki by złamać system i móc powiedzieć, że mam sporo mniej lat niż mam. Nie ściemniając za wiele chciałbym móc twierdzić banialuki, że mam 27. Niestety, jeśli chodzi o system dziesiętny wyrażony po arabsku mam od niedawna cztery z przodu. To moja końcówka prime time. Potem będę stary. Podobno. Mogę sobie użyć kompasu lub termometru by inaczej to liczyć… Natury nie oszukam. Jestem lekko zły. Tyle lat na karku, a ja nie mogę pochwalić się żadnym imponującym bagażem doświadczeń. Wszystko to płytkie jakieś jest to czego doświadczyłem. Bez kolorów zbyt wielu. No i wtopy były porządne. Te, których nie zamawiałem, a z których nie jest dla mnie jasne czy coś tam na końcu wynika, poza rachunkiem za nie wszystkie do opłacenia, jak zwykle zbyt słonym. Z aktywów mam kilkoro fajnych dzieci, trochę siana na koncie w banku, jakieś rudery na własność, wrzody nie na dupie lecz w głowie, rozjebane lub toksyczne relacje mniej więcej z każdą panią, którą bliżej lub dalej poznałem, puste butle po winie na chacie, zaświadczenie o niedokończonych lecz ponoć bardzo skutecznych terapiach mózgu, certyfikat o braku hifa i adidasa oraz mnóstwo niezrealizowanych biletów lotniczych kupionych z kimś na haju i w euforii bycia razem ze sobą już na zawsze. To te mnie wkurwiają najbardziej. Wiecznie przekładane w którąś nieskończoność coś, zawsze, gdy kolejna panna każde mi gdzieś wypierdalać z jej życia.

A wszystko to mam podobno na własne życzenie, bo sam przecież sobie tak chciałem. Wygląda na to, że faktycznie tak jest. Tylko widać jak te własne-życzenia spełniają się mocno niesynchronicznie i nie wtedy, gdy potrzeba. I ratować wciąż nie ma czego jak Ci się coś fartownie tak super nie „spełni” …

Z poczucia winy największe poczucie braku jakie mam to brak jakichkolwiek solidnych kompetencji. Zwłaszcza w obszarze bliskości i seksu. Tego braku mam zbyt dużo. Ekstra punkty do karmy już dziś chcę naliczać. Dobre uczynki umartwiania i biczowania czemuś służą. Pracuję już dziś przecież nad mym przyszłym wcieleniem. „Santo subito!” ja chcę jak JP2, za szopkę aktorską do nieba iść prosto. Za zamiatanie pod dywan problemów pedofilii i patologii swojej firmy świętym sobie zostać. Własny krzyż na Golgocie chcę zamówić u wiernych. Tylko poczciwy chcę mieć, ekologiczny, z recyklingu. Żeby na domiar złego żadne drzewo od tego nie cierpiało przeze mnie. Dość ludzi cierpi podobno, zero oczekiwań spełniłem, zero norm społecznych, zero moich się spełniło względem ich także. Uczę się dziś cierpieć od tego co przychodzi do mnie tak jak leci. Jestem z własnym gównem niedopełnień wszystkich standardów światowych, nawet minimalnych, rozjebki w relacjach na bieżąco. Zero sukcesów w roli męża, ojca, kochanka, partnera, kolegi z pracy, szefa, gwałciciela, towarzysza podróży, baristy, brata, syna, fotografa, zbieracza znaczków, kucharza, cipki rozweselacza. Zero oczekiwań spełnionych, wszak tych nie moich wiecznie. Moje spełnione wszystkie. Dzieci, kariera, pieniądze i wolność. Kolejność dowolna. Jeszcze tylko miłość na banicji, ale może wróci kiedyś. A i zacieszam sobie słonkiem, ile wlezie. To mocno wkurwia ludzi, bo oni nie zacieszają. Ala przyjmuję wszystko. Jest przestrzeń u mnie na uwagi. Słucham ich cierpliwie. Te same reklamacje od 20 lat. Wiecznie młode, niepostarzałe zupełnie zębem czasu mocne intencje dojebki, nie ma kurzu, ciosy w potylicę, za bycie sobą tylko, nikim innym właśnie. Przez brak dostosowania się mnie do kogoś, przez brak akceptacji mnie w mojej popisowej odsłonie – Ja w roli głównej, bez maski, bez dema, z gołą dupą na wierzchu, bez przykrycia. Ja chcę dodawać do mnie fajność czyjąś tylko, dodawać kogoś do mnie. Formuła: Ja plus Ktoś. Niczym plan na schudnięcie: grube cielsko plus sport, a u mnie: mój tryb życia i Ktoś ze swoim trybem życia na warunkach równych, tych samych. Nie chcę diet by na głodzie wkurwiony chodzić, a potem jo-jo sobie w główce zrobić. Tak to nie zadziała. Róbmy zmianę przez dodanie, nie przez zabranie. Zgłaszam sprzeciw przed zabieraniem mi czegoś ze mnie. Dodaj się do mnie, a ja dodam się do Ciebie. I wtedy wszystko będzie na miejscu swoim. Każdy z sobą integralny, z toną fajności tej drugiej osoby obok.

I jak się nam uda to ja Wam powiem, jak to wtedy będzie!

…nie wiem… jak będzie…

…ale próbować warto…

11 myśli na temat “6 marca 2020

  1. Czytam i tak się zastanawiam, a nie mógłbyś po prostu żyć? Nie zastanawiając się, co ludzie o Tobie myślą? Nie analizując ich listów, spojrzeń i co autor mial na myśli? To ich sprawa przecież. Nie jesteś ciastkiem, żeby Cię wszyscy lubili. Jedyne, co się liczy to to, żebyś sam się lubił, że wszystkimi swoimi wadami i odchyłami.

    1. Autorzy listów nie są mi obojętni – stąd wynika problem… Masz całkowitą rację. Tu chodzi o lubienie siebie 😊

    1. Przychodzi mi do głowy sentencja z filmu Przylądek Strachu: „Kto żyje przeszłością, umiera po trochu każdego dnia.”
      Trzeba z tym wreszcie zerwać myślę…

  2. A mi z prostego memu: kto żyje przeszłością, nie ma przyszłości… Jeśli żyjesz tym co było, nie masz miejsca na to co będzie, bo całą energię poświęcasz na rozmyślaniu co by było gdyby. Tylko, że tego nie da się zmienić. Na Twoim miejscu pomyślalabyn o przprowadzce w jakieś lepsze miejsce.

    1. Każda zmiana polega na akceptacji straty i porażki. Ja mam z takimi akceptacjami problem. Myślę nad przeprowadzką…

  3. Jeśli próbujesz akceptować porażkę, to pewnie. Może sprobuj pomyśleć o tym jak o lekcji, którą dostałeś. Może tak naprawdę cały czas dostajesz tę samą lekcję, tylko ani tego nie widzisz ani się nie uczysz. Dlatego sie powtarza.

    1. Lekcja nie jest równoległa z pozostałym uczuciem. Można odrobić lekcje, a trudno wypieprzyć uczucie…

  4. Wiesz, chyba każdy ma w jakimś stopniu problem z akceptacją własnych porażek i uważam, że nie jest w tym nic złego. W końcu nie zawsze mamy odwagę do różnych rzeczy. Pralnia na telefon do której czasami osobiście dojeżdżam wyróżnia się dużą ilością osób stacjonarnie i często staram się zagadywać do osób w kolejce 🙂

Odpowiedz na „Mr of AmericaAnuluj pisanie odpowiedzi