27 marca 2019

Cytując Josepha Conrada: „Żyjemy tak, jak śnimy – samotni…”. Do tego podobnie umieramy – każdy sam. Jestem staromodny i jednocześnie nowoczesny – zupełnie jak Nowy Jork. Dlatego pewnie mam konserwatywne i nowoczesne poglądy na temat związków, które ciągle da się ze sobą pogodzić i które można też ubogacać doświadczeniami znanych mi przypadków.

Ostatnio słyszałem z ust mojego przyjaciela całkiem ciekawą teorię na temat kobiet i mężczyzn. Otóż według niego my faceci jesteśmy stworzeni przez naturę do poligamii. To, że facet ma przelotnie inne partnerki będąc z kimś na stałe w związku to ukształtowanie ewolucyjne i nie jest to wcale celowa zdrada. Tymczasem zdrada u kobiety może wystąpić tylko wtedy, kiedy mężczyzna dopuści do zaniedbania swojego własnego ogródka i kobieta nie czerpie z seksu z własnym mężczyzną 100% satysfakcji. Wtedy taki facet świadomie wchodzi w ryzyko, że pojawi się w życiu takiej kobiety ktoś, kto wyręczy go z obrabianiem jego własnego ogródka. Myślę, że na to wszystko nakłada się przy okazji nasze męskie ego, które sprawia, że nam mężczyznom wydaje się, że jesteśmy tak zajebiści, że nie trzeba nam się więcej starać, tylko dlatego, że myślimy, że w naszych związkach jest względnie dobrze. Chyba najgorzej jak się komuś coś wydaje…

Zastanówmy się przez chwilę skąd w naszych relacjach biorą się problemy i kto na samym końcu odpowiada za Twój związek. Czy to tylko my jesteśmy odpowiedzialni za dawanie ciepła, czy może jest to niejako obowiązek dwóch stron. Przecież w większości, nikt z nas nie pracuje w ciepłowni. Dla mnie partnerstwo jest wtedy, kiedy obie strony wiedzą, że ich zadaniem jest dostarczanie do swojego związku ciepła mniej więcej w tych samych ilościach. Myślę, że problem dzisiejszych facetów polega na tym, iż nauczyliśmy kobiety tego, że my wszystko zrobimy i udźwigniemy sami, na wszystko sami zarobimy, że my zawsze mamy czas i chęci oraz, że my zawsze jesteśmy gotowi na seks, natomiast kobieta wtedy jest na coś gotowa jak jej się chce. Czy my faceci jesteśmy w takim razie właściwie zaopiekowani swoją pozycją w relacji tak, by nam mogło być w niej dobrze? Czasem jest tak, że zamiast szczerej rozmowy z partnerką wybieramy drogę herosa, który jest w stanie udźwignąć wszystko za partnerkę, aż w końcu sami doprowadzimy do sytuacji, kiedy jakaś żyłka nam wreszcie tego może nie wytrzymać i jedyne co będziemy z tego mieli to darmowy bilet w jedną stronę przez tunel z białym światłem na jego końcu.

Chyba najwyższy czas zacząć myśleć o sobie i chronić siebie. Myślę, że bardzo ważnym pytaniem w kontekście budowania właściwej relacji z kobietą jest zadawanie sobie pytania co tracimy, jeżeli kosztem siebie nie dostosujemy się do wygórowanych oczekiwań partnerki. Być może jest tak, że nie tracimy absolutnie nic, a być może jest też tak, że przy okazji jest to szansa by bardzo dużo zyskać dla siebie i swojego własnego szczęścia. Jeżeli tylko uda nam się zejść z górnego C naszych własnych powalonych wizji jak powinna wyglądać relacja i z własnego ego. Bo przecież w życiu chodzi też o to by zwalczyć swoje przerośnięte ego, by pozbyć się negacji i ochronić to co mamy, czyli nasze życie, a wreszcie o to być szczęśliwym minimalnie sam ze sobą.

Od stuleci mamy wgrane do naszych głów nieswoje programy. Podobnie jak nasi ojcowie i dziadkowie uczymy się postępowania z kobietami opartego na wzorcach kopiowanych w dzieciństwie w naszych rodzinnych domach. Dziś świat poszedł do przodu na tyle, że chyba najwyższy czas, aby zmienić lekko te nasze programy lub jako plan minimum wgrać najnowszą aktualizację systemu operacyjnego lepiej przystającego do rzeczywistości. Pomimo tego, że dziś znacząco zmienił się kontekst, niestety nadal większość naszych relacji to jedno wielkie przeciąganie liny z napisem „czyje na wierzchu”, walka o dominację i o władzę w związku.

Często sobie myślę po jaką cholerę nam facetom potrzeba się tak spinać o to kto ma gdzieś rację. A może czasem najlepiej odpuścić i powiedzieć sobie „w dupie z tą racją”. Kiedyś pewna kobieta zapytała mnie podchwytliwie: „chcesz mieć rację, czy chcesz być szczęśliwy?”. Kiedy powiesz sobie „dość” w związku przy okazji przekazujesz kobiecie bardzo silny sygnał, że to ona wygrała tylko ciekawe co zyskała? Związek to sztuka kompromisów. Jeśli zależy Wam na wygranej nigdy nie będziecie szczęśliwi. Z własnego doświadczenia obserwuję jak wiele kobiet nie wybiera dziś bycia szczęśliwą, bo nie potrafi odpuścić pięciu centymetrów z tego jaka jest ich pieprzona święta racja. Ja mówię masz rację – voila – i co z tego masz? Czy jesteś szczęśliwa? Czy warto się tak przegrzewać i tracić zdrowie na tą przepychankę?

Myślę, że właśnie najważniejsze jest by umieć dążyć do równowagi między posiadaniem swoich racji, a byciem szczęśliwym. Kiedy lina jest na środku związek ma szansę powodzenia. Kiedy stajesz się podnóżkiem przegrywasz podwójnie. Raz dlatego, że nie jesteś już sobą, a drugi raz, kiedy dziewczyna zorientuje się, że ma nad Tobą pełną władzę to może to być ostatni moment, kiedy chce jeszcze z Tobą być. Kobiety, które lubią samców alfa zwykle nie lubią cieniasów i na odwrót. Albo jesteś z natury samcem alfa albo cieniasem. Chyba najtrudniej wytrwać w związku, w którym jest oczekiwanie, aby osiągnąć rozdwojenie jaźni w postaci odgrywania obu tych ról naraz. Zresztą w związkach podobnie jak w życiu dominują dwie zasady: albo wchodzisz komuś w dupę, albo w drogę. W moim przypadku nigdy jeszcze nie udało mi się wejść komuś obcemu w dupę. Zawsze była to wizja za ciasna i zbyt mało ponętna nawet za kasę. Za to jestem dobry w wyrażaniu swoich potrzeb i pragnień, a taki styl to najlepsza droga by niechcący znaleźć się na kursie kolizyjnym z drugą osobą.

Jestem wielkim przeciwnikiem gry o nazwie manipulacja. Przede wszystkim w manipulacji kobiety mają silną potrzebę dowalania facetowi, gdzie tylko się da. Objawia się to w na przeróżne sposoby. Wyobraźcie sobie wyjazd z kolegami i zazdrość dziewczyny o to, że nie spędzasz z nią czasu. Nie ma mowy o zdradzie. Jest lekki reset z przyjaciółmi po to by nie zwariować. Ale nawet wtedy nie unikniemy 17 kontrolujących sytuacji telefonów. Zbrodnia i kara to nieodłączną część tej zabawy. Zbrodnia to piwo z kolegami. Skoro 03:25 facet raportuje swojej kochanej, że idzie spać i skończył się bawić to znaczy, że od tego momentu ten facet jest już do jej całkowitej dyspozycji i nie jest to czas na to by mógł sobie pójść spać. W głowie takiej kobiety to najlepsza okazja by wreszcie porządnie mu dopieprzyć. Ona potrzebuje się odegrać, a on w jej mniemaniu potrzebuje przyjąć pokornie karę po to, by umożliwić jej spalenie wkurwu i testosteronu. Bo bilans krzywd musi zostać wyrównany. Nieodebranie tego telefonu o 3 w nocy i jednocześnie nieprzyjęcie pokornie kary jest równoznaczne z rozwaleniem kobiecie systemu i znacznym wydłużeniem stanu focha. Bardzo bolesny jest fakt, że tak wiele kobiet nie potrafi funkcjonować bez tego systemu kar i nagród.

A gdyby w tej całej antycznej tragedii zaszła tylko jedna mała zmiana? Gdyby jakimś cudem stało się zrobić tak, że twoja dziewczyna zamiast Cię nawalać, nagle zaczyna Cię chwalić. Czy nie żyłoby się wszystkim lepiej? Gdyby twoja dziewczyna zdobyła się na taki gest by zamiast wyrównywać rachunki za to, że pojechałeś gdzieś z kolegami bez niej podeszła do ciebie, wtuliła się w Ciebie i powiedziała: „Słuchaj super, że pojechałeś, super, że się zresetowałeś, super, że wróciłeś. To teraz możemy zrobić coś razem, bo potrzebuję, żebyś podzielił się ze mną tą Twoją nową energią”. Uśmiechnięta buźka u dziewczyny po powrocie od kolegów to zjawisko rzadkie i raczej niespotykane. Myślicie, że taka mała zmiana jak pochwalenie swojego faceta to dla kobiety aż tak wielki wydatek energetyczny? A może sukces związku polega właśnie na tym by znaleźć w swoim życiu kobietę, u której stosunek chwalenia do niechwalenia jest minimum 1:1. Nawet jeśli nas facetów nie ma za co chwalić to co Wam dziewczyny szkodzi pochwalić nas za cokolwiek. Przecież nie muszą to być wielkie rzeczy. Zawsze mogą to być wielkie duperele.

Myślałem ostatnio jakie są przesłanki do zerwania, a jakie do ratowania relacji wtedy, gdy jest już beznadziejnie. Czy jeśli coś Was truje to nie jest to wystarczający argument by odstawić trutkę? Chyba trochę jest tak, że albo zaczniemy się akceptować albo my wszyscy w tej bajce zginiemy…

Co do związków i naszego z nich zadowolenia to ja myślę, że bardzo ważne jest zrozumienie, gdzie mamy wpływ na to by było nam w nich dobrze. Tam, gdzie nie mamy wpływu, tam, gdzie nie da się nic poprawić, a brak chęci zmian u partnera lub partnerki jest jednoznacznym potwierdzeniem pogłębiającej się beznadziei, wszędzie tam chyba najlepszym wyjściem jest wyjście z kina. Wtedy mówisz jej „dziękuję” i zabierasz zabawki. Bo alternatywnie albo w tym układzie zwariujesz albo dopasujesz się dla niej tak, że nigdy nie tylko nie będziesz szczęśliwy, ale już nigdy nie będziesz sobą. Jak masz kiepskie karty wiele nie ugrasz. Bywa, że przychodzi czas na nowe rozdanie. Możesz myśleć, że zrobiłeś wszystko i nic to nie dało. Wtedy też nie ma co się obwiniać, że czegoś nie zrobiłeś. Gdybyś mógł zrobić coś więcej, to byś zrobił…

19 myśli na temat “27 marca 2019

  1. Myślę, że w tym chwaleniu mężczyzn, które według Ciebie byłoby lepsze od dowalania, a z czym się zgadzam w 100 % zawiera się inna prawda, o której zresztą też napisałeś nieco wcześniej, a którą fajnie kiedyś nazwał Pyrkosz. Otóż, że mężczyźni myślą, że raz schwytanej rybki nie trzeba dokarmiać. To właśnie w tych dwóch kwestiach: dokarmiania i chwalenia, jest cały problem. Bo on coraz częściej nie dokarmia, więc ona coraz rzadziej chwali. Pytanie tylko, co zadziało się jako pierwsze, wiesz, odwieczny dylemat jajka i kury:-)

    1. Prawda! Tylko czemu rękę, która ma dokarmiać ma pierwszy wyciągać przeważnie facet? To chyba kolejny element manipulacji…

      1. A ja wiem, czy akurat facet pierwszy? Myślę, że tu właśnie pojawiałoby się to dywagowanie na temat co było najpierw:) Mężczyźni uważają, że to oni inicjują wszystkie dobre rzeczy, a kobiety, że one:)
        Przy interakcji dwójki osób, zawsze któreś będzie raz pierwsze a innym razem drugie. Taka naprzemienność jest najlepsza. Jeśli na skutek upływu czasu w związku ta naprzemienność się zaburza, to zaczyna się wypominanie.

        1. Tak, a od tego to już tylko krok do zrobienia listy zarzutów i gorzkich żali. Im dłuższa taka lista tym kobiecie lepiej się nią przywala w faceta… jak w muchę.

          1. Oj wiesz, różnie to bywa. Twój wpis to uogólnienie i jako uogólnienie pokazuje na pewno prawdę. Jednak jak wiemy uogólnienia bywają krzywdzące dla obu stron.

              1. Ale to jest całkiem normalne, że męski, a jaki masz przekazywać? Ja piszę z kobiecego punktu widzenia i to też normalne. Nie utożsamiam się z drugą płcią. Jedynie staram się zrozumieć:)

  2. Wybacz,ale całkowicie się z Tobą nie zgadzam.Znam kobiety, które nie robią karczemnych awantur o reset z kumplami.Wręcz przeciwnie,same ich do wyjścia namawiają.Te awanturnice o których piszesz to niedojrzałe,zazdrosne panny, które nie rozumieją że facet musi złapać oddech, nabrać nowej energii,by wrócić do niej spokojniejszy i szczęśliwszy.
    Co do manipulacji.Czy nie pisałeś wcześniej,że wybranka Twego serca musi umieć zgrabnie Tobą manipulować,podgrzewać atmosferę byś mógł być na emocjonalnym haju?

    1. Kiedy manipulacja jest tak oczywista, że nie ma tam nawet cienia niedopowiedzenia, to niestety nie jestem w stanie udawać, że jej nie widzę…

  3. Związek to wzajemne wspieranie, zarówno kobieta jak i mężczyzna muszą o siebie nawzajem dbać…Nie jest to odkrycie tylko zdrowe podejście. Kręcisz się cały czas koło podstawowych prawd, Przestańmy rozdzielać kobieta, mężczyzna, co komu wypada, kto co powinien. Jeśli kogoś kocham to cieszę się jego szczęściem. Osoba potrzebująca dużej dozy wolności nigdy nie dojdzie do porozumienia z kimś kto szczęście odnajduje tylko w ramionach drugiej osoby i nie ma potrzeby spędzania czasu samemu. Proszę przestań myśleć stereotypowo, że to tylko kobiety są zaborcze i ograniczają, czekają na noszenie na rękach, adorację, a w zamian tylko wymagają. Są też tacy mężczyźni!!! Jednak co najważniejsze są ludzie, którzy potrafią zadbać o drugiego kochanego człowieka i nie walczą, tylko się wspierają. Miałeś najwyraźniej partnerki potrzebujące spędzać dużo czasu z ukochaną osobą, dlatego się nie dogadywaliście. One Twoje wycieczki, wypady z kumplami odbierały jako Twój wybór: wolę to niż być z Tobą, bo same nie miały potrzeby odseparowania. Dla Ciebie te oczekiwania były próbą ograniczania. Dlatego one czuły się zaniedbane przez Ciebie, a Ty dostawałeś cięgi..Pamiętaj jednak, że nie wszystkie kobiety marzą o takim samym typie związku, są też te które również potrzebują własnej przestrzeni do życia i taka kobieta Cię zrozumie. Nie generalizuj 😉
    Ps. Powiem szczerze, że żadna z moich bliskich koleżanek nie ma takich zapędów i wypady mężów z kumplami traktujemy jako coś zupełnie naturalnego.

    1. Widać czytelniczki mojego bloga reprezentują zupełnie inną statystykę niż ta, której doświadczyłem 😃

  4. Dzwonić do kogoś o 3 nad ranem to trzeba albo cierpić na bezsenność albo się martwić. Puki co, coś co nie jest dla mnie jakoś wyjątkowo ważne nie przekonałoby mnie żeby siedzieć po nocy z telefonem (coś ze mną zdecydowanie nie tak).
    Jak jedno się resetuje a drugie siedzi w domu to jest troszkę nie fajnie, no bo który facet siedzi grzecznie w domku jak jego partnerka imprezuje.
    Najbliżej równowagi będzie sytuacja gdy ona wie gdzie cię nosi i z kim, o której mniej więcej cię do domu ściągnie; żeby się nie martwiła i nie pisała co chwilę. Ze strony faceta miło by było żeby zastanowił się czy ona nie przesiedzi sama całej nocy patrząc w telefon i zastanawiając się czy jej partner po pijaku nie wpadł do studzienki kanalizacyjnej. I nie chodzi o to żeby pisać co chwilę „żyję, nic mi nie jest” wystarczyło by wino i namówienie jej kolerzanek by wpadły na babski wieczór.
    Po za tym jak kocha to i się poczepia i naszykuje zapas wody na kaca i rosołek ugotuje.

    1. Albo dzwoni się bo w głowie jest przymus kontroli drugiej osoby wynikający z lęków… tak mają osobowości lękowe z zaniżoną samooceną.

    2. No niestety myślę, że jeśli chodziłoby o martwienie się, to wystarczyłby sms, że ukochany jest już w domu i bezpiecznie leży w łóżeczku;) A taki telefon po otrzymaniu sms, to raczej komunikat: Sprawdzam czy na pewno jesteś w domu…

  5. Saint-Exupéry w Twierdzy słowami władcy Barberów mówi podobnie … ,, ale niekiedy kobieta wymaga, żebyś się tłumaczył. Rozpoczyna dochodzenie na temat twoich czynów. Myli miłość i żądzę posiadania. Po co wtedy odpowiadać? Co znajdujesz w niej, jeśli cię nawet będzie słuchała z uwagą? Chciałeś przede wszystkim , aby cię ktoś milcząco zaaprobował, nie dla takiego czy innego gestu, ani dla takiej czy innej zalety, ani dla takiego czy innego słowa, ale aby zaaprobował ciebie takiego, jaki jesteś, w całej twojej nędzy” …

  6. Według mojego doświadczenia, najciekawiej jest wtedy, każde z partnerów pracuje nad swoim rozwojem. Dojrzewając w samym sobie, nie potrzebujemy ciągłego potwierdzania swojej wartości w oczach drugiego . Zasypanie tej studni bez dna jest według mnie niemożliwe przez osoby z zewnątrz. Zwykle mylnie uważamy, że los swój powierzając jemu/jej, załatwimy ten problem cudzymi rękami. Rozczarowanie przychodzi szybko, brak wolności jeszcze szybciej. Dzielenie się w związku w pełni wolności to mój ideał.

Odpowiedz na „Mr of AmericaAnuluj pisanie odpowiedzi