21 marca 2019

„Przyjaciel męża jest zawsze wrogiem żony – o ile nie jest jej kochankiem” – tak twierdziła Magdalena Samozwaniec, a ja niestety mogę tylko się z nią zgodzić, gdyż osobiście posiadam całkiem rozbudowane dossier prywatnych przykładów niezbicie popierających jej tezę.

Ostatnio towarzyszą mi niezwykłe zbiegi okoliczności oraz efekty déjà vu dotyczące odbioru mojej jakże skromnej osoby przez żony, dziewczyny i partnerki moich męskich przyjaciół, braci, przez praktycznie wszystkich moich męskich znajomych, którzy nie zapragnęli zostać jeszcze gejami. W oczach tych wszystkich kobiet jestem nowoczesnym zamiennikiem dżumy lub cholery, która jest realnym zagrożeniem dla ich facetów, czytaj dla nich samych. O dziwo szczepionką i lekarstwem na mnie jest tylko jedno działanie – separacja ich świata ode mnie. Jestem niestety w czystej formie zagrożeniem ich nieskazitelnego mitu małżeństwa, gwarancją rozpieprzenia u ich mena wątroby i niemal pewnikiem naniesienia do domu syfilisu, tudzież innych zarazków po domniemanych doświadczeniach ze mną w burdelach lub okolicznych klubach go-go. Rozumiem, że gdybym był kobietą z nienachalnym biustem mógłbym z automatu mieć problemy by odnajdywać się w roli przyjaciółki ich mężczyzn. Rozumiem też, że w takich przypadkach kontrowersyjne byłoby szlajanie się z tym lub owym facetem po mieście w poszukiwaniu doznań. Ale dla tych co mnie nie znają zdradzę Wam tajemnicę, że niestety nie jestem cycatym wampem. Mam posturę intelektualisty, z niewielką ilością włosów, noszę okulary, nie mam silikonowych piersi, ust à la glonojad z warszawskiego Mordoru, ani wydepilowanych nóg. Jestem facetem i nikogo nie zmuszam na siłę do rozpieprzania sobie małżeństwa, ani uganiania się za gołymi tyłkami w agencjach towarzyskich. Wręcz przeciwnie. Nigdy w życiu nie zapłaciłem za seks i w tak młodym wieku raczej mi to jeszcze długo nie grozi.

Dlatego bardzo mnie dziwi nastawienie, że ktoś taki jak ja – skromny, oczytany i kulturalny gość z wyczuciem komizmu, w mózgach przecież co by nie powiedzieć inteligentnych kobiet jest w stanie zaistnieć w roli terminatora, mistrza rozdziewiczania dziewic, Kuby Rozpruwacza, króla dyskotekowego podrywu, największego psa na baby w swej klasie. Jak w ogóle tak niepozorny człowiek może pełnić rolę narzędzia do wkurwiania cudzych żon i dziewczyn? A niestety jest to fakt. Wkurw rozpoczyna się w moim przypadku już w fazie pierwszego kontaktu, gdzieś na poziomie elementarnych cząstek, telepatii, kosmicznej intuicji astralnej, DNA lub diabli wiedzą czego jeszcze. Kobiety już podskórnie wyczuwają realne ryzyko płynące z obcowania ich faceta z moją skromną osobą. Moje imię wywołuje u nich anty-skurcze waginy i usztywnienie pośladków, a na wieść o tym, że nadciągam do miasta zawczasu organizują rodzinne imprezy z teściową i gromadką dzieci przy urodzinowym torcie lub dowolnym artefakcie służącym podtrzymaniu rodzinnego pierdla.

Nie potrafię do końca zrozumieć czy to mój hollywoodzki uśmiech, czy perfumy, których używam wywołuje w ich głowach to zagrożenie. Kiedy mnie widzą wszystko wydaje się być z pozoru w porządku. Wymieniamy jak zawsze sztuczne uśmiechy, garść uprzejmości na temat ich obecnej kreacji lub sukcesów w walce ze starością. Ja jestem miły, one są miłe… nikt sobie nie podpada. Chyba dopiero kiedy ich facet rozmawia ze swoimi partnerkami w kuluarach coś mu idzie najwyraźniej nie tak. Ewidentnie coś się pierdzieli. Ci faceci najwyraźniej nie wiedzą, jak rozmawiać z własną kobietą. A może nie zawsze trzeba o wszystkim co razem ostatnio robiliśmy kłapać jęzorem na prawo i lewo? Czy nie może być tak, że mężczyzna wracający do rodzinnego domu, do swojego gniazda ma prawo przyjąć dla własnego i nie tylko własnego dobra strategię delikatnych niedopowiedzeń, słownych niuansów w referowaniu historii spotkania, zasłony dymnej w postaci woalki opowieści o tym co już było i nie wróci. Po co komu to wszystko analizować? Po kiego grzyba opowiadać kobiecie, ile i co się piło, jak się ze mną spotkali, o której skończyliśmy i kogo w moim towarzystwie poznali, a następnie co z tym kimś robiliśmy. Kto to będzie pamiętać? Na co to komu? Panowie do cholery! Więcej inteligencji, bo wszyscy zginiemy!

A moje początki były bardzo niewinne. Kiedy jeszcze w liceum przychodziłem po mojego przyjaciela by go wyciągnąć na piątkowy melanż, jego mama zdawała się być niemal zachwycona. Nigdy nie poczułem się jak persona non grata, nigdy nie usłyszałem choćby jednego niemiłego słowa. Wręcz przeciwnie, padały pochwały typu „o wreszcie jakiś inteligentny kolega przyszedł”. I to było naprawdę o mnie! Szacun dla takiej mamy!

Dziś świat kobiecych lęków o swojego faceta poszedł mocno do przodu. Dzisiejsze kobiety weszły na nowy poziom rozumienia męsko-męskiego świata i niestety dzisiejsza klasyfikacja mnie w tym świecie wypada jednoznacznie źle. Mam wrażenie, że problem jest dużo głębszy niż może się to powierzchownie wydawać. Dziś zagrożone jest społeczne status quo ich związku. To, że ich facet wyjdzie z kimś na piwo i wróci przechlany jest problemem drugorzędnym. Dzięki mnie istnieje większe niż hipotetyczne ryzyko uświadomienia takiemu mężczyźnie banału kobiecego panowania nad tym mężczyzną. Dziś kobieta przez takich hultajów jak ja ma świadomość ogromnego ryzyka tego, że być może ich facet po rozmowie ze mną przejdzie większe pranie mózgu niż to jakie oferują wyspecjalizowane pralnie w CIA lub w Mosadzie. Ta gra to gra o dominację nad męskim gatunkiem. A kobieta będzie dominować tak długo jak długo facet zadowolony codzienną michą zupy i schabowym, codziennym czteropakiem piwa, cotygodniowym mizernym seksem, domowymi obowiązkami przy dzieciach i wymianie żarówek, ukrywanym z sukcesem na komputerze porno, władzą nad pilotem do TV, planami na wakacje i na zachlanie się, a następnie gromadną wizytą w domu bożym w niedzielę, nie zacznie samoistnie myśleć i zastanawiać się czy jest w tym całym układzie praca – dzieci – żona – dom – rachunki – alkohol dostatecznie szczęśliwy by wytrwać do końca. I to w taki sposób by nie zabić swojej kobiety, tylko umrzeć jak przystało na rodzinnego bohatera – bez ekscesów rozwodowych i trudnych rozmów.

Niestety to nie przypadek, że kiedy moi przyjaciele się ze mną spotykają oficjalnie mają wtedy często „wyjście z pracy”. To nie przypadek, że żona wie, że on dziś będzie dłużej w pracy albo mam na imię jakoś tak dziwnie, że nawet na bierzmowaniu bym nie wpadł, żeby sobie takie imię móc walnąć. To nie przypadek, że jestem na spotkaniach z moimi męskimi przyjaciółmi prawie zawsze incognito. Problem polega na tym, że faceci tak do perfekcji opanowali siedzenie w więzieniu, że nawet gdyby mogli przesunąć lekko granicę swojego świata nie bardzo wiedzą jak się za to zabrać. Do tego towarzyszy im paraliżujący ich strach konsekwencji tego co ludzie i rodzina powiedzą. W końcu jak powiedziałeś kiedyś bracie A to teraz siedź i czekaj na to, kiedy Ci kobieta pozwoli powiedzieć C i D… Po co szukać szczęścia poza sferą komfortu? Dziś porobiło się tak, że znam ludzi, którzy nawet jak idą na spacer z dzieckiem to mi opowiadają, że od 13tej będą na „spacerniaku” i mogę do nich dołączyć, a do domu, czyli do pierdla muszą wrócić na 15tą, ale nie później, gdzie słowo „muszą” wynika wprost z dekretu lokalnego Stalina w ich domach. Za niedotrzymanie tej godziny rozstrzelanie to najłagodniejszy rodzaj kary, który niestety nigdy nie wypala.

Dzisiejszy mężczyzna to często mężczyzna wykastrowany i zdominowany. Pokonany przez konwencję, przez „muszę” odmieniane codziennie przez wszystkie przypadki i przez siebie samego. Chciałoby się powiedzieć żywot faceta przegranego przez własny absurd… Parafrazując słowa wieszcza: bo kto nie był ni razu facetem temu taki facet jak ja nic nie pomoże. Panowie powstańcie z kolan…! bycie zerem we własnym domu to koniec cywilizacji mężczyzny… I jestem pewien, że Wam kobiety od posiadania na własność takiego faceta, ani nic się już od dawna może nie unosić, ani nic nie twardnieć. Przestańmy grać wszyscy nie swoje role… tego nam wszystkim dziś życzę.

8 myśli na temat “21 marca 2019

  1. Przyjaciel męża może być przyjacielem żony, nie będąc jej kochankiem, jeśli jest gejem i nie przyjaźni się z mężem „zbyt blisko”. Bo gej, to najlepszy przyjaciel kobiety. Mężczyzna nie musi byc zadowolonym z michy zupy niewolnikiem żony. Problem leży w częstotliwości owych wyjść i w tym jakim uciechom sie oddaje wychodzac z przyjacielem. Bo w końcu nie dal się zaobrączkować jak pelikan, bez udziału własnej nieprzymuszonej woli. On WYBRAŁ miche zupy, czyste gacie i pierwszeństwo w użytkowaniu pilota. I tu się zaczyna zgrzyt, bo to że wybral nie oznacza, że dorosl do wyboru. Bo mężczyźni rzadko dojrzewają. Oni przeważnie tylko rosną. Znam co prawda małżeństwa otwarte, ale zawsze jedno z nich musi pozostać do dyspozycji wspólnego potomstwa. I przeważnie zawsze jest to kobieta. Prawda jest taka, ze nie można zjeść ciastko i mieć ciastko. Chcesz mieć miche zupy i czyste gacie – musisz dac z siebie w zamian tyle samo co dostałeś. Nie da się bedąc żonatym, pozostać jednocześnie kawalerem. Większość z was panowie uważa że można. I stąd wysoka liczba rozwodów. Bo kobiety, drodzy panowie, nie są głupie no i prawa swoje mają, przynajmniej zapisane, niekoniecznie respektowane. I co mądrzejsze z nich, na wasz płytki dowcip o różnicy między kobietą a kurą, maja jedną odpowiedź. Kura zasra tylko podwórko, a mężczyzna zasra całe życie. Więc jeslj kura ma o jeden zwój mózgowy mniej niż kobieta, to ile ma mężczyzna? Pozdrawiam cieplutko 😁

    1. Chwilowo jeszcze zostanie gejem tylko po to by móc oficjalnie spędzać z moimi przyjaciółmi wieczory nie wchodzi u mnie w grę… za bardzo kocham kobiety.

  2. Hm, a może te żony boją się, że skoro Ty jesteś singiel (bo jakoś między wierszami tak to wyczytałam), to ich mężowie zechcą przy Tobie znowu takim singlem być. Tu jest niebezpieczeństwo:-)

  3. Myślę, że sytuację można również odwrócić w druga stronę” Przyjaciółka żony jest zawsze wrogiem jej męża, chyba że jest jego kochanką” 😉
    Ludzie sami zamykają się w tych więzieniach. znowu wracamy do elementarnych zasad zdrowego związku: zaufania i wolności. Znam tak samo kobiety, które już na studiach pytały się swojego chłopaka czy mogą iść na imprezę…?!!!
    Ludzie wolni, żyjący poza schematami wydają się zagrożeniem, bo po takim spotkaniu z przyjacielem lub przyjaciółką ten niewolnik wraca i zaczyna się przez jakiś okres buntować;)A powody takiego ograniczania są różne: schematy, brak zaufania, zmęczenie, a czasem łatwiej jest zgonić na inną osobę że partner zdradza, niż spojrzeć prawdzie prosto w oczy i stwierdzić, że to w nim jest problem.
    Ty też znowu myślisz schematycznie;)Jeśli jest się w fajnym związku, to można wrócić z imprezy i opowiedzieć ile się wypiło i kogo poznało. Mój mąż i ja opowiadamy sobie o swoich imprezowych przygodach, bo wiemy że na takich spotkaniach poznaje się nowych ludzi obu płci, ale wraca się do siebie;)

  4. Zadaje sobie pytanie, jacy są Twoi znajomi (obojga płci) skoro aż tyle masz w swoim otoczeniu takich właśnie przypadków. I jakie Ty „fluidy” tym żonom wysyłasz, że postrzegają Cię w tak negatywny sposób? 😀 Ciekawe studium związków tak w ogóle.

    Podczytuję Cię już od jakiegoś czasu, a dzisiaj chciałem przywitać 🙂 Będę dalej do Ciebie zaglądać i zachęcam nawzajem do odwiedzania Polanki. W nowej notce jest niespodzianka, między innymi dla Ciebie: https://zyciecelta.wordpress.com/2019/03/23/nowosci-blogowych-ciag-dalszy/

    Pozdrawiam!

  5. Ciekawe opowiadanie. Dlaczego obrazek jak mu towarzyszył to pan z jakąś gazetą , siedzący na zamkniętej toalecie obok piorącej pralki i na podłodze rozrzuconych , noszonych ubrań. Nijak powabu nijak zainteresowania, nijak ciekawości co by można odnieść ,że być powinny według słów. Relacje dosyć absurdalne przez to . Nierzeczywiste w mojej wyobraźni a jednak inni je widzą…cóż, nie od dziś jestem inna i jestem wyjątkowa.

Odpowiedz na „inkoholiczkaAnuluj pisanie odpowiedzi