18 marca 2019

John Lennon powiedział kiedyś: „Zawsze byłem buntownikiem…, ale z drugiej strony chciałem być kochany i akceptowany przez wszystkich i nie być tylko tym pyskatym wariatem, poetą, muzykiem. Ale nie potrafię być kimś kim nie jestem”. Odwołując się do mądrości mojego idola z dzieciństwa mogę śmiało powiedzieć, że ja jeszcze bardziej nie potrafię być kimś kim nie jestem. Za to jestem na dobrej drodze do zostania umysłowym menelem. Czym się różni umysłowy menel od tego nie umysłowego? Tym, że ten pierwszy zagłębia się w baśniowy świat swojego umysłu próbując go przeniknąć i jednocześnie zrozumieć prozę rzeczywistości, tylko nie potrzebuje do tego upolować pod sklepem żadnego kierownika by ten dołożył mu złotówkę do wina bo zagłębia się bez wina.

Kiedy rozmawiam z różnymi kobietami mam wrażenie, że niestety w życiu każdej z nich bywa tak, że jako kobiecie trafiają jej się co jakiś czas faceci, którzy są gnojami. Przekonałem się o tym na własnej skórze w odniesieniu do mojej skromnej osoby. Wyszło na to, że jeśli chodzi o mnie to w życiu tam, gdzie trzeba być stałym jestem maksymalnie niestały. Dlatego zupełnie nie wiem, czy na pytanie kobiety o to czy można mi zaufać mam opowiadać zgodnie z prawdą, że można, czy zgodnie z prawdą, że nie można. Jeśli chodzi o mnie w obydwu przypadkach to prawda. Otóż pomimo tego, że można mi jak najbardziej ufać nie zmienia faktu fakt, że ja sam nie zaufałbym sobie nawet na pięć minut stąd subiektywna moja odpowiedź, że nie można. Więc istnieje mały nielogiczny niuans polegający na tym, że ja sobie nie ufam i jednocześnie udzielam sobie za to rozgrzeszenia, a jeśli Wy dziewczyny chcecie zaufać mnie to zróbcie, jak tam Wam wygodniej z dygresją, że doświadczenie pokazuje, że można.

Oświeciło mnie onegdaj, że zwrotki o tym jaki jestem kiepski w związkach być może wynikają z tego, że ja nie lubię wszystkich faz związku. Lubię tylko niektóre. Bo czy jak posiadasz kota albo psa to musisz lubić go za to jakie puszcza gazy, za to co trzeba po nim zbierać z ulicy i za to jak pięknie zeżarł Ci Twój ulubiony fotel. Nie, kochasz pieska za fajne futerko, za przywiązanie i jeszcze kilka innych rzeczy…

Leszek Miler powiedział, że „prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy”. Z tej perspektywy jestem finiszowym i umysłowym prawiczkiem lub wg informacji jakie można zasięgnąć na mój temat od kobiet – niezmiennie dupkiem. Bardzo lubię początek relacji. Lubię romantyzm, trzymanie się za ręce, patrzenie w oczy, pożądanie, orgazmy i planowanie tęczowej przyszłości – tę dziką fazę kiedy we łbie masz więcej narkotyków niż Keith Richards podczas przeciętnej trasy koncertowej The Rolling Stones. Ale potem nie za bardzo wiem co powinno się robić w trakcie i dalej. Potem zaczyna mnie przerażać codzienność z kobietą… przeraża mnie co zrobić z czymś co w mojej głowie funkcjonuje na zasadzie przymusu, że cos trzeba ale nie wiadomo kompletnie co. Przeraża mnie w związku, niczym na polskim filmie, widmo braku akcji i dalszej stymulacji takiej jak w fazie początkowej. Boję się najzwyczajniej w świecie codzienności na flaku. Doprowadza mnie to do wniosku, że jestem idealnym osobnikiem do zaczynania relacji. Jestem przekonany, że cały czas bym chciał coś zaczynać, ale nigdy nie kończyć. Ja nawet jakbym chciał skończyć to tak jakbym miał zaczynać. Niestety chyba najbardziej nudzi mnie codzienna rutyna. To przeżycie z pogranicza reinkarnacji. Kiedy miałbym siedzieć w powtarzalnym schemacie codziennego siedzenia mam przed oczami widmo śmierci. Wtedy jestem najbliżej tego jak bardzo chciałbym się z tego wyrwać, uwolnić, zrobić coś. Tylko też najbardziej na świecie nie wiem co wtedy, kiedy akcja nie zależy tylko ode mnie. A największym paradoksem tej sytuacji jest to, że w momencie kiedy dochodzi do uwolnienia, bo przecież podobno która kobieta to wytrzyma, kiedy wszystkie łańcuchy związku pękają, jestem w rozpaczy. Wtedy doprowadzam się do sytuacji kiedy znowu chciałbym coś rozpocząć, a najgorsze jest to że osoba z którą właśnie skończyłem, nie chce mnie nawet znać, więc nie ma jak z nią czegokolwiek rozpoczynać.

Od lat stoję na stanowisku że zupełnie nie rozumiem kobiet ale odkryciem kilku ostatnich miesięcy jest to że siebie nie rozumiem jeszcze bardziej. Kiedyś w młodości borykałem się z opinią mojego ojca na mój temat który zwykł mawiać o mnie, że jestem „niezłym pokrętem”. Przez kilkadziesiąt lat zupełnie nie jarzyłem o co mu chodzi. Otrzeźwienie przychodzi z wiekiem. Jestem dzisiaj w fazie degresji intelektualnej, która wreszcie tę niewyszukaną frazę jest w stanie zasymilować w mózgu i odnieś wprost do siebie. Przyznaję całkowitą rację mojemu ojcu – najwyraźniej jestem niezłym pokrętem.

Do tego zaczynam sobie uświadamiać, iż moim największym problemem w relacji z kimś jest to kto będzie grał rolę pierwszoplanową. Niestety związek w moim wykonaniu to jest to teatr jednego widza, a ponieważ miejsce na rolę pierwszoplanową jest tylko jedno, to ta druga osoba ma być widzem. W najgorszym układzie jaki może Ci się przytrafić, spotykasz w swoim życiu kobietę, która ma tak samo jak Ty. Jeżeli tak się stanie, że Ty masz być widzem, a ona chce grać rolę pierwszoplanową, kiedy to Ty chcesz grać rolę pierwszoplanową, a ona ma być widzem macie przejebane. W aktorstwie też jest tak, że każdy trochę udaje – tzn. jestem w stanie powiedzieć mojej ukochanej, że nie chcę grać roli pierwszoplanowej, tymczasem liczę na to, że ona wycofała się z tej roli nie udając, że nie chce grać roli pierwszoplanowej i w związku z tym ja wskoczę na miejsce które jest oficjalnie wolne i które można obsadzić bez żadnych emocjonalnych strat sobą. A być może jest tak, że warto rozejrzeć się za innym scenariuszem. I to takim gdzie rola pierwszoplanowa to rola dwojga bohaterów. Siedziałem i zastanawiałem się jak mógłby wyglądać taki scenariusz. Na myśl przychodzi mi opowieść o Bonnie i Clyde lub Mickey i Mallory Nox z „Urodzonych morderców” lub nawet Pixi i Dixie. Wszystkie te scenariusze łączy jedno – bohaterowie mają wiele pierwszoplanowych przygód razem. Przygoda to słowo klucz w moim świecie. Związek bez przygody to związek nudny. A kiedy ktoś taki jak ja się zaczyna nudzić i nie ma woli partnerki by coś na tę nudę wspólnie zaradzić to zwykle ktoś trzaśnie drzwiami od namiotu i wyjdzie.

To jest właśnie to czego wymagam od partnerki – stymulacji. Jeżeli facet wymagający stymulacji nie podlega stymulacji, to znaczy, że jest niedostymulowany. Niedostymulowany facet to niebezpieczny facet, ponieważ nie wiadomo co mu przyjdzie do głowy. Obecnie pokus jest tyle, że ich limit wyznacza tylko rozbudowana męska wyobraźnia i karty kredytowe bez dna, które za nie zapłacą. Tak jest też w moim przypadku. Widoczne jest to właśnie wtedy, kiedy nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy, a wtedy przychodzą mi do głowy największe głupoty. To wtedy kupuje garściami bilety lotnicze, to wtedy szlajam się po libacjach, to wtedy zastanawiam się czy obiekt seksualny to coś co przynależy bardziej do jednego dnia czy do danej chwili bo w żadnym wypadku nie wyobrażam sobie by mogło to być coś stałego. Jestem przekonany że facet o głupocie lub inteligencji zbliżonej do mojej sprawia, że mózg kobiety może doświadczać paniki oraz zachwytu lub obu tych zjawisk naraz. Niestety obcowanie z takim mężczyzną to wyzwanie dla bardzo inteligentnej dziewczyny. Taka kobieta powinna zrozumieć, że aby zarządzać sytuacją potrzebny jej będzie spryt i strategia, której ten facet nigdy nie prześwietli. Kiedyś gdzieś przeczytałem, że w mój znak zodiaku zaszyte jest prowadzenie mnie na smyczy. Dziś jestem sam w stanie całkowicie się z tym zgodzić, o ile ta smycz jest niewidzialna. W tym wypadku myślę że mądrość kobiety polega na tym bym nigdy tej smyczy nie zobaczył, a jej plan strategii na mnie i na posiadanie mnie jako partnera został zrealizowany niejako po kryjomu przede mną. Zatem pragnę i oferuję stymulację totalną. W zamian ja sam oddaję się do dyspozycji do końca życia lub do pierwszej śmierci jednego z nas…

Uff jak to piszę, a teraz czytam myślę, że niestety od dziecka byłem skomplikowany, a z wiekiem już będzie tylko gorzej. Taki człowiek, taki partner wymaga specjalnej partnerki, tylko nie wiem czy taka istnieje… Cóż… Jestem gotów rozważyć każdą obiecującą opcję!

4 myśli na temat “18 marca 2019

  1. Ale mnie kusi na psychologiczną analizę 😜 nie żebym była psychologiem, a może trzeba było iść w tą stronę… Mogłabym zacząć jechać z tym co mi się wydaje, choć jak zawsze, lepiej się przystopować. Przecież mogę się mylić. Choć zdarza mi się mieć rację z czego nie zawszę się cieszę… No cóż, dzisiaj się nie powstrzymam, najwyżej usuniesz stek bzdur jaki nakreślę pod tytułem „wydaje mi się… „…z góry przepraszam, jeśli posuwam się za daleko w domysłach…

    Kolejny raz odnoszę wrażenie że to jaki jesteś ma związek z twoim ojcem (?) Z matką miałeś dobry kontakt, ale ona nie była (nie jest) szczęśliwa w małżeństwie (?) ojciec ma sztywne zasady (?) matka godziła się na to jak było a nie wszystko było ok, i nie mam tu na myśli jakichś strasznych rzeczy, raczej to że nie była szczęśliwa ale w tym trwała. I może dlatego masz taki obraz stałych związków; nuda i zniewolenie. Ale ty chcesz być wolny (mieć prawo być sobą) i mieć kogoś kto się będzie o Ciebie troszczył. Tylko wygląda to tak jakby to się w twojej głowie nie dało połączyć; ale to tak wygląda tylko w twojej głowie. Chcesz i się boisz, a w głowie ciągle gdzieś dzwoni „bo taki jestem, bo się do związków nie nadaję”. Niby jesteś w związku a twoje drugie 50% trzyma się jak najdalej bucząc pod nosem „to się źle skończy”. Nasłuchałeś się jaki jesteś i chwilami to do Ciebie wraca, bo ciągle gdzieś w tobie siedzi. Nie jesteśmy swoimi rodzicami. To wcale nie działa na zasadzie ranię albo daję się zranić. Szukasz szczęścia w związku ale czy w nie wierzysz.. Że właśnie ty zbudujesz udany związek, tobie się uda, to nie skończy się źle ? Rany się zdarzają, nie tylko na wojnach, czasem wystarczy się przewrócić. Nie wszystkich ran można uniknąć, zranienia widocznie są w pakiecie uczuć.

    Takie odniosłam wrażenie. Nie wiem czy to dobrze czy źle, że to ot tak sobie napisałam bo mi się wydaje. Przywykłam nie mówić ludzią o tym co mi się wydaje, Nie robić ludzią psychoanalizy bo nikt się nie prosił o to.

    (ale wiesz, jako autor blog masz prawo to usunąć.. No i przepraszam że tak daleko posuwam się w spekulacjach).

    1. Ania, bardzo trafnie co do mamy i ojca. Wręcz jest to bardzo dobry trop dla mnie do przepracowania z psychologiem. Dziękuję Ci za ten komentarz bo jest bardzo cenny.

  2. Szczerze mówiąc, to zaczynasz mnie już irytować…Strasznie marudzisz Czas wziąć się w garść!!!!! Nie doceniasz tego co masz, jesteś inteligentnym i wrażliwym facetem, ale skupiasz się na poszukiwaniach swojego wymyślonego świata zamiast zacząć żyć. Każdy człowiek jest inny, więc każdy związek również Schematy z dzieciństwa zawsze są, ale mamy możliwość ułożenia życia tak jak my chcemy Nie podoba mi się Twoje podejście do „Pewnej Kobiety” jak ją określasz, chociaż 8.03 była Twoją dziewczyną Najwyższy czas szczerze porozmawiać po tych 6 wspólnych latach, przestać walczyć i rywalizować, po prostu powiedzieć szczerze czego każde z Was chce!!!Być może jak się otworzycie to okaże się że chcecie jednak tego samego, a jeśli nie..to trzeba to zakończyć i zachować cudowne wspomnienia i szacunek. Teraz fundujecie sobie niepewność i huśtawkę emocji Jeśli ona chce mieć dzieci to trzeba to rozwiązać, bo niestety kobiety mają ograniczony czas. A rutyna jakaś zawsze jest, nawet w życiu singla. Zawsze jest jednak lepiej dzielić nawet te prozaiczne rzeczy z tym Kimś, tylko ten Ktoś musi czuć świat podobnie jak My. Tylko od nas zależy jaka proporcja rutyny i szaleństwa będzie w naszym życiu. Tylko te decyzję trzeba podjąć!!!! I niestety z doświadczenia wiem, że jeśli zastanawiamy się czy czegoś chcemy, to znaczy że tego nie chcemy..
    Nie wiesz co robić po fazie narkotycznego szału? Proste – wcielać w życie tęczowy plan i odkrywać swojego partnera w codziennym życiu…

Odpowiedz na „Mr of AmericaAnuluj pisanie odpowiedzi