5 marca 2019

Dziś znów jestem w Polsce lub jak kto woli w naszej domowej wędzarni. Wszędzie dobrze, ale jednak w domu najlepiej. Nie było mnie zaledwie cztery dni, a już tęskniłem! Kiedy zaciągam się naszym dymem, ciężko mi jest nie myśleć o jakimś własnym biznesie rybnym. W końcu darmowego dymku u nas dostatek – aż się prosi tę łunę przekuć w jakiś sukces rynkowy. Ale myślę, że nie tylko przez śmieci nasz klimat potrafi być ciężki. Powietrze poza bryzą z miliona domowych palenisk zagęszcza się emocjami kobiet, które nawalają nam po łbach czym popadnie i ile tylko wlezie.

Jestem dziś doskonałym przykładem na to jak skomplikowane potrafi być życie w relacji z kobietą i jak trudno się czasem w nim odnaleźć. A wszystko dlatego, że powiedziało się przypuszczam gdzieś, nie wiadomo gdzie, o co najmniej jedno słowo za wiele do kobiety. Miałem dziś nie pić, ale jak to mawiają klasycy zza Buga sytuacja jest taka, że bez flaszki nie rozbierjosz…

Targany cały dzień emocjami, wyssany od zewnątrz i od wewnątrz, przekotłowany – oto ja po konfrontacji z kobietą ambitną. Taką, którą olśniło, że to, że ją kiedyś zaprosiłem na koncert rockowy to oznacza mniej więcej tyle, że wyskoczyłem z kasy, by nabyć na ten koncert bilet. To, że szarpnąłem się na wykwintną kolację, nie oznacza, że miałem układ z kelnerem w pięciogwiazdkowej restauracji i podrzuciłem mu surowe ryby z Biedry by je dla mnie podsmażył, a to, że piliśmy wykwintne wino nie oznacza, że przelałem wino domowej roboty do przypadkowo znalezionej butelki od Château Mouton Rothschild zwanego Bordeaux, identycznego jakie pijał James Bond kiedy jeszcze nie zawsze zamawiał półwytrawne Martini wstrząśnięte, niemieszane. Tak, to też oznacza, że butelki wina porzeczkowego udającego crème de la crème tego co w smaku nawet trudno opisać, nie udało mi się jakoś od zaplecza podrzucić do tej restauracji. Do tego rachunek sam się nie zapłacił i nie był ściemą i podpuchą ani rachunkiem z TESCO za podpaski, bo akurat taki był pierwszym lepszym jaki udało mi się wygrzebać z pobliskiego kubła na rachunki.

To oznacza, że taki kulturka gość jak ja miewa czasem gest i potrafi dziewczynę nie tylko uraczyć swoja inteligencją, ale też odpowiednio i ze smakiem nakarmić i spić czymś wykwintnym. Czymś, co oczywiście nie jest ani czyściochą ani bełtem znanym większości licealistów z degustacji przy garażach, miedzy lekcjami biologii i chemii.

Nie… ja poważnie potrafię być dżentelmenem. Potrafię się wyczyścić z kasy, bo lubię, kiedy kobieta czuje się przy mnie jak królewna z bajki. W gratisie dostaje ona moje towarzystwo, mój humor i mój czar. Do tego mam wpojone jako kulturka gość, że mam niejako obowiązek przejąć na siebie cały rachunek, dać kelnerowi napiwek i zapłacić za wszystko bez mrugnięcia okiem. Niestety bywają kobiety, które mają takie rzeczy za złe.

Czasami, tak jak w moim przypadku, kłopoty zaczynają się, kiedy kobieta ambitna wyłapuje od Ciebie słowo, którego intencji nie miałeś wcale powiedzieć. I przysięgam zabijcie mnie, ale ni diabla nie wiem jakie to słowo mogło być. Problem zaczyna się w chwili, kiedy to cholerne słowo wywołuje lawinę rodem z dupy, a na samym końcu dowiadujesz się, że grozi Ci w najbliższych dniach zostanie milionerem, bo ona teraz będzie przeliczać na kasę wszystkie byłe uprzejmości, kolacje, koncerty, prezenty, drinki, i diabli wiedzą co jeszcze z listy tego co kiedykolwiek jej kupiłeś w ciągu ostatnich tysiąca lat. Będzie to robić z zamiarem przekazania tej listy do wyceny aktuarialnej, zdyskontowania należnych mi odsetek i wypłaty mi ekwiwalentu za to wszystko w złocie po kursie franka szwajcarskiego z danego dnia.

Prawdopodobnie przeciętny śmiertelnik by się ucieszył z takiego obrotu rzeczy. Ja sam moje obroty na koncie bankowym zwiększyłem dziś jakieś jedenaście razy. Od teraz kwalifikuję się bankowo do wzięcia kredytu na minimalnie wartość małego zamku na Loarą. Zaraz po tym jak pierwsze transze z obcego konta zaczęły zasilać moje konto, w odwecie odpowiadałem salwami odciążającymi je w tych samych kwotach w postaci torped zyliardów złotówek przesyłanych na złowrogie konto. Zabawa trwała dziś do pierwszej krwi, to znaczy do momentu zawieszenia równoległej komunikacji SMS-owej i wyrównania statusu mojego konta z powrotem do zera. Z haniebnym wynikiem wojny zero:zero, obrotami na naszych rachunkach tylko z dziś rzędu kilku milionów, telefonów od banku, że „a masz ty wredny psie” w opisie to nie jest to co powinno przechodzić przez system ELIXIR i tłumaczeniu, że chodziło o zakup karmy dla piesków, postanowiliśmy o zachodzie słońca schronić się jak zwykle na bezpieczne, z góry upatrzone pozycje. Dzisiejszy dzień pokazał, że nie tylko da się w jeden dzień zdobyć dwa nowe zaprzyjaźnione kontakty z infolinii banku, ale do tego osiągnąć mega zdolność kredytową tak właściwie przy okazji i bez powodu.

Złota dziewczyna można by pomyśleć tylko pytanie po co tak robić? Do czego taka wioska w oddawanie sobie kasy za to co każdy zapomniał, że już dawno przejadł, przehulał, przeholował i odchorował? Czy standardowo nie wystarczyłoby jak człowiek uznać, że jesteśmy zajefajni, że tyle fajnych rzeczy nam się razem przytrafiło i szanujemy się nie przeliczając tych bezcennych doświadczeń na kasę. Nie wiem, czy wiecie, ale kolacji ze mną nie da się wycenić na kapuchę absolutnie w żadnej walucie świata. Zresztą podobnie jak tego co może się wydarzyć po kolacji i to pomimo nie pierwszej młodości i wieku czasem nawet nie jeden raz. I oczywistą oczywistością jest, że za wszystko inne zapłacisz karta Mastercard. Problem polega tylko na tym, że nawet gdybyś miał tysiąc kart we wszystkich kolorach tęczy, to żeby nie wiem co, nie kupisz za nie nawet kawałka szczęścia. Owszem będzie Ci dobrze przez jakaś chwilę, może nawet zastęp króliczków z Playboya będzie skłonny Cię za to wytulić gdzie tylko lubisz, ale to wszystko do kitu, kiedy zależy Ci tak naprawdę tylko na jednym króliku lub króliczce.

Ja dziś zrozumiałem, że problemy dotykają ludzi nie tylko z niedomiaru. Czasem chyba z nudów i nadmiarów… Nie potrafię zrozumieć ani siebie, ani kobiet. Siebie, że nie ucieszyłem się na wieść o tym, że będę potrójnym milionerem i kupię sobie mnóstwo niepotrzebnego badziewia, a kobiet, bo na diabla im te wszystkie zabawy w przelewanie i odlewanie… Ambicja? Nuda? A może jedno i drugie? Rozumiecie o co chodzi? Ja ogłaszam kapitulację…

10 myśli na temat “5 marca 2019

  1. Nie wiązałabym tego z ambicją….raczej z nadwrażliwością, niedojrzałe to bardzo, ale chyba nawzajem tak na siebie działacie:(
    Nie rozumiem tego Waszego układu, nawet nie widać okresu sielanki i jedzenia sobie z dzióbków po Wielkim Powrocie czy Nie Powrocie… Od razu przeszliście do nawalanki….Męczycie się ze sobą, nie rozumiecie nawzajem, na siłę próbujecie odbudowywać coś na zgliszczach wspomnień…Szkoda życia, ale coś mi się wydaje, że oboje się tak nakręciliście, że ciężko się przyznać do porażki i tak będziecie jeszcze długo walczyć, nie wiadomo o co…

  2. No chyba potrzebujecie definitywnego zakończenia, a po drodze trochę rozpierduchy żeby nie mieć już złudzeń….Czasami po silnym emocjonalnie i uczuciowo związku to jedyna droga żeby iść do przodu:) Dobrze to określiłeś przesycić się…No to jeśli potrzeba to się przesycajcie, trzymam kciuki żeby na końcu obojgu Wam zrobiło się lekko i przyjemnie;)

  3. Nie rozumie… Bez obrazy ale to wygląda jakbyś lubił się męczyć… Do kraju wracasz jakbyś coś tu zgubił lub kiedyś był tu szczęśliwy, a raczej cię tu sporo rzeczy dobija. Udało ci się zejść z byłą (?) i przecież miało być wtedy wszystko dobrze, ponieważ.. .?? Nie można żyć bez miłości… (?)
    Miało być inaczej, prawda? Ogarnij się sam ze sobą na tyle żeby przyznać się przed samym sobą że wcale nie jest dobrze, ani nawet nie jest lepiej. Nie wyszło jak chciałeś i uwierz że złudzeniem tego jak by się chciało żeby było można żyć, ale co to za życie.
    Chciałam założyć swoją rodzinę, mieć dom, kogoś kto będzie mnie wspierał gdy będę miała gorszy dzień, no i conajmniej trójkę dzieci… Żyłam tym czego bym chciała. Miałam dom, męża (jedynaka) którego nie było, dziecko i teściową która wisiała mi nad głową bo jej rodzeństwo to już ma od 2 do 4 wnuków… Zawsze coś: nie pracuję tylko z dzieckiem siedzę i jeszcze nic nie robię, pracuję… Jeszcze gorzej, materialistka dla pieniędzy zostawiłam dom i rodzinę, no i nie zajmuję się dzieckiem.. Takich absurdów jak to, w mojej nowej „rodzinie” było pełno a ja w tym żyłam tak długo w imię dziecinnego marzenia o tym jak być powinno. Ale tak nie było! Wszędzie kłamstwa i popisówki przed publiką. Przyznać się do błędów to jedno, a pochować własne marzenia to drugie.
    Kurde, nie jest łatwiej, to wszystko jest jeszcze świerze i odzywa się często ale nie jest gorzej… A wtedy było gorzej… Powrót byłby moim najgorszym koszmarem.
    Ta…i teraz, po prostu drażni mnie jak widzę, że ktoś robi podobną głupotę a najbardziej mnie drażni, że nikogo nie można uchronić przed własną głupotą i własnymi błędami.

  4. Fal nie ma fal
    Nie ma fal
    Nie ma fal
    (…)
    Nie ma faaal
    Nie
    Pięknie
    Rozmawia się całkiem nieźle
    I podoba nam dotychczas każdy obejrzany film
    We mnie
    Problem jest na pewno we mnie
    Nie doszukuj się go w sobie
    W tobie wszytko jest okej
    Może dasz się znać po tym
    Weź mnie znajdź potem
    Dziś nie chce popłynąć bo…
    Fal nie ma fal
    Nie ma fal…

    i tak dalej

  5. No cóż nieprzemakalny… dopiołeś swego *jak to kiedyś sam napisaleś;), niewierny kopciuszek wrócił do Ciebie, od „Pana niewiadomo skąd”, który wg Ciebie do pięt Ci nie dorasta… Pan ten wg Twojej logiki miał być tylko na chwilę, takim przystankiem, od którego odbił się twój kopciuszek by wrócić skruszony w twe ramiona;)))
    Ale okazuje się, że kopciuszek wcale nie jest skruszony, przy „przelotowym Panu” poczuł swoją wartość i może uświadomił sobie, z jakim „nadludziem” (czyli Tobą) miał do czynienia. Może wrócił właśnie po to, żeby Ci to okazać w całej rozciągłości;)
    Z jakiegoś powodu nawet jest gotów zwrócić Ci Twoje „nakłady” na jej skromną kopciuszkową osobę… dumą się dziewczyna unosi, ale sądząc po niektórych twoich tekstach trochę się jej nie dziwię…
    Masz zachowania wyższościowe, sądzę, że bardzo trudno dobrze poczuć się w twoim towarzystwie bez spinania pośladow;) kopciuszek zdążył poczuć luz przy kimś bardziej zwyczajnym, przy kimś kto był bardziej skłonny do dostosowania się do niej i jej potrzeb, prawdopodobnie najchętniej pomieszalaby was obu;)
    Piękny powrót starej miłości, ale… Tak jak już kiedyś pisałam. Małe szanse powiedzenia.

    1. Trudno, tak, jestem trudny. Mam bardzo wiele wad… nic nie poradzę… masz bardzo trafne obserwacje…

      1. Każdy ma bardzo wiele wad, ale również bardzo wiele zalet;) wiesz, odnoszę wrażenie, że odzyskanie eks stało się trochę obsesją Twojego Ego… potrzebowałes powrotu nie „jej” jako tej jedynej kobiety, ale powrotu „jej” aby poczuć, że w końcu przekona się „co straciła”… I w ten sposób pomieszczeń samego siebie… poczujesz się dobrze. Uśmiechniesz się. To potwierdzi twoją wartość jako mężczyzny. Niewierna jednak uznała, że jesteś najlepszy…
        Ą niewierna zdarza się z rzeczywistością, i potwierdza to, co juz dawno odczula. Przy tobie można czuć się jedynie „ramą”, bo obrazem zawsze będziesz Ty…
        Dla ambitnej kobiety to rola nie do zaakceptowania niestety…
        Mądra ambitna kobieta chciałaby być obrazem w pięknej ramie razem ze swoim partnerem. Jeden piękny obrazek, we wspólnej pięknej ramie. Rozumiesz?
        Mam wrażenie, że Ty chciałbyś zjeść ciastko i mieć ciastko… no niestety tak się nie da;)
        To że jesteś trudny, to jest ok. Serio. Ale musisz coś wybrać. Albo szukasz kobiety podobnej do siebie, lub pozostajesz singlem. Przekonywanie kogokolwiek do siebie, kogoś kto ma inne priorytety i potrzeby nie ma żadnego sensu. To droga do nikąd. No chyba że jest się masochistą;)

Odpowiedz na „M.Anuluj pisanie odpowiedzi