24 lutego 2019

Zastanawia mnie nieustannie co trzeba zrobić by czuć się dobrze z kimś w związku. Myślę, że jedną z najważniejszych sfer o którą trzeba zadbać jest sfera zaufania. Olśniło mnie po obejrzeniu filmu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” jak wiele informacji skrywają nasze telefony. Ten dzisiejszy świat to świat nie tylko telefonów, ale też komunikatorów i sieci społecznościowych. Ja sam używam funkcjonalności WhatsAppa, Facebooka, Messengera, Instagrama, Twittera, iMessage i smsów. Używam też oczywiście mojego smartfonu w roli telefonu by zwyczajnie gadać i trajkotać, kiedy tylko lubię i mam ochotę. Wtedy też zaczynam zdawać sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach rozmowa z kimś przez telefon to już szczególny rodzaj oddania siebie i przy okazji wyróżnienia drugiej osoby. Podczas tylko godzinnej pogawędki alternatywie moglibyśmy przeczytać pół Facebooka, wrzucić fotę na Instagram i jednocześnie prowadzić wielowymiarowy dialog na co najmniej trzech grupach Messengera, przy tym udzielać się na WhatsAppie i jeszcze pisać wiadomości z dziewczyną przez inny komunikator praktycznie w trybie ciągłym. Do tego wszystko to można robić stojąc w godzinach szczytu w ulicznym korku. Tylko uwaga! Dygresyjnie powiem Wam, że nie polecam do tego Wrocławia. Tam nadgorliwa policja zamiast łapać prawdziwych przestępców przyznaje za trzymanie w ręku telefonu dla kierowcy 200 PLN kary i 5 punktów karnych. Jest to niezależne czy silnik w aucie pracuje czy nie, o czym sam zdążyłem się miesiąc temu przekonać.

Wracając do meritum – czy uważacie, że partner, którego darzycie bezgranicznym zaufaniem powinien mieć nieograniczony dostęp do informacji w Waszych smartfonach, komputerach, znać hasła do Facebooka, detale kont bankowych, Waszej poczty i praktycznie nie ma sfery, której nie chcielibyście sobie z nim dzielić? – przecież darzycie go bezgranicznym zaufaniem!

Niestety chyba jestem konserwatystą w tematach granic tego co jest moje i może być wspólne, a tego co jest tylko moje i nie zgadzam się na to by było wspólne kiedykolwiek. Nie potrafiłem nigdy pozwolić na to by moja partnerka ani bliska, ani daleka posiadała dostęp do mojego konta bankowego i na naszej klasie. Nawet jeśli w amoku się na chwilę na to zgodziłem, następnego dnia zmieniałem na wszelki wypadek hasło. Nigdy poza ludźmi z Googla i hakerami, nikt nie miał dostępu do mojej poczty. Nigdy też nikt nie miał prawa czytać mojego telefonu ani interesować się tym z kim piszę. Czy uważacie moje podejście do tajemnicy korespondencji za zdradę?

Nie dalej jak tydzień temu pewna bardzo bliska mi kobieta poprosiła abym dał jej odcisk mojego kciuka, ponieważ ona chce, aby miał dostęp do jej prywatnego telefonu i żebym sobie z niego korzystał, kiedy chcę i ile chcę i czytał co tam chcę. „Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby!”. Niestety wywołało to u mnie stanowczy sprzeciw pod auspicjami liberum veto. Nie tylko nie dałem jej telefonowi informacji na temat moich linii papilarnych, aby móc sobie dzięki temu sprawdzać jej telefon, kiedy ona będzie pod prysznicem albo będzie spała, ale zakomunikowałem, że jestem wielkim wrogiem takich praktyk. Myślę, że godząc się na taki układ, stosując zasadę wzajemności, byłbym zmuszony pozwolić jej posiadać dostęp do moich danych, kontaktów, wiadomości, zdjęć i plików. Nawet jeśli nie musiałbym dodawać skanu jej gałki ocznej do mojego telefonu i tak pomyślałem, że moja chęć pójścia na taki układ jest zbliżona do układu po moim trupie. Jest to bardzo dziwny mechanizm. Z jednej strony jestem ciekawy z kim ona pisze i o czym, zawłaszcza, że jestem chwilowo w sytuacji, kiedy w mojej głowie poczułem się jakiś czas temu mocno zdradzony i moje zaufanie w stosunku do niej oceniam na mocną tróję w skali ocen peerelowskiej podstawówki. Nie wchodząc zbytnio w szczegóły nawiązuję do sytuacji, kiedy nagle nie wiedzieć czemu ta dziewczyna wyparowała mi, żeby jakiś czas później odnaleźć się w ramionach kogoś innego. Problem w mojej głowie polegał na tym, że jak dla mnie to nie skończyła relacji ze mną podczas tego wyparowania. Więc jak na moje standardy była to zdrada. A tu nagle ta sama kobieta daje mi pół roku później swój telefon z prośbą o przeskanowanie przez tą maszynę mojego kciuka… o co chodzi!?

A ja mówię nie! Myślę nigdy! Robię minę „o cholera”! I nie jest to problem techniczny, żeby dać jej dostęp do moich prywatnych linii papilarnych i odwetowo wiadomości w moim telefonie, bo nie mam w zasadzie nic do ukrycia. Nie pracuję ani w CIA, ani w obcym wywiadzie i nawet jeśli pół Internetu moje prywatne foty kiedyś przejmie, bo jakoś gdzieś wypłyną nic się wielkiego nie stanie ani mnie, ani nikomu z moich bliskich. Problem jest taki, że dla mnie jest to dokładnie to samo sacrum co tajemnica korespondencji i konta bankowego i myślę sobie wara mi do tego co u niej w telefonie i wara komukolwiek do tego co w moim. Czy my ludzie na pewno jesteśmy zobligowani tłumaczyć się przed kimkolwiek z tego co leży w naszej prywatnej sferze? Czy to nienormalne, że mamy dziesiątki kontaktów, z którymi się kontaktujemy i lubimy się z nimi kontaktować? Czy uważacie, że takie działania to jest zdrada? Nie umawiam się od jakiegoś czasu na randki, odkąd lekko zmieniła mi się optyka mojej bliskiej relacji z pewną znaną Wam z bloga kobietą. Co nie oznacza jak dla mnie, że powinienem tej kobiecie dać prawo do przeglądania moich prywatnych rzeczy. A z drugiej strony czy to jest w takim razie forma zdrady czy prawo do odrobiny wolności? Bo w końcu idąc tropem, że skoro nie chcę czegoś pokazać to znaczy, że mam coś do ukrycia w telefonie, to można powiedzieć, że bankowo ją zdradzam. A może jest tak, że każdy człowiek ma swoją prywatną strefę, która niezależnie od tego czy ten ktoś umawia się na randki z Papieżem, czy z prezesem Apple, czy z Claudią Schiffer jest tylko jego i niczyją więcej strefą.

Te wszystkie rozważania uświadamiają mi, że być może w relacjach z ludźmi chodzi o to by oddać tej drugiej osobie tyle ile chce się oddać, ale nie więcej. Aby ciągle wiedzieć, ile jest zachowane tylko dla siebie i to już na zawsze. Tak dla wewnętrznego spokoju i dla przyzwoitości.

Jestem Skorpionem. Jestem trudny w relacjach. Niezwykle wierzę w niezależność i prawo do posiadania przez każdego człowieka sfery prywatnej. Jestem też wielkim fanem filmu „Dzikość Serca” w którym zabłysnął swoim unikalnym stylem Nicolas Cage. Zawsze przechodzą mnie ciary na plecach, kiedy Cage zostaje wyśmiany za to, że nosi swoją kurtkę z wężowej skórki. Na co odpowiada najlepszym tekstem jaki kiedykolwiek słyszałem: „To kurtka z wężowej skórki. Dla mnie jest ona symbolem mojej niezależności i mojej wiary w wolność jednostki”.

Pewnie to jakie mam poglądy nie jest dla wszystkich dobrym motywem i dobrą wiadomością w kontekście perspektywy jakiegokolwiek związku ze mną. Do napisania tego postu zainspirowała mnie włoska komedia, z której wyciągam analogie do mojego życia. Film, jeśli ktoś go jeszcze nie widział bardzo polecam, bo mocno daje do myślenia… Mnie ciągle zastanawia czy uważacie, że macie prawo do sfery tajemnicy telefonu i własnej prywatności będąc z kimś w relacji? A może jak zwykle przesadzam, żeby dowiedzieć się, że najbardziej pasuje każdemu to co najbardziej ludzkie: „Co twoje, to moje, a co moje, to nie rusz”…

8 myśli na temat “24 lutego 2019

  1. Film bardzo dobry😉 Nigdy nie przeglądałam telefonu męża ani żadnego poprzedniego partnera Nie wyobrażam sobie również aby mój mężczyzna przeglądał mój telefon Po pierwsze brak zaufania odebrałabym jako brak szacunku Po drugie są tam wiadomości od mojej rodziny i przyjaciół skierowane do mnie o różnych sprawach,są to prywatne sprawy tych ludzi…partner nie ma prawa do tajemnic moich bliskich….Ona pewnie chce odbudować Twoje zaufanie i pokazać że nie ma nic do ukrycia…Chociaż z tego co piszesz wydaje mi się że macie inne granice wolności….

  2. I jak zwykle jeszcze jedna myśl 😉 Sądzę,że zaufanie to podstawa Co z tego że będziemy przeglądać fb i tel partnera,czy zapewni nas to o jego wierności jeśli mu nie ufamy?Czy nie zacznie pojawiać się w głowie więcej innych możliwości,że kasuje smsy…ma drugi Tel?Jeśli ktoś chce coś ukryć to zrobi to Jeśli nie ufamy nic nie da nam pewności….

  3. Ludzie zaczynają dziwnie podchodzić do zaufania. Zaufanie nie polega na „tu masz mój telefon i całe moje życie – przeglądaj”. Polega na „nie mam potrzeby cię sprawdzać i kontrolować, bo ci ufam”. Przynajmniej dla mnie. Są rzeczy, które i tak można ukryć, jak chociażby myśli.

    Muszę w końcu obejrzeć „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Nie miałam do tej pory okazji, a wisi od dawna na mojej liście ‚chcę obejrzeć’.

  4. W moim związku panuje wspólnota, czyli wszystkim się dzielimy. Wyszło tak z inicjatywy mojego partnera. Chociaż mogę, to go nie sprawdzam, nie odczuwam takiej potrzeby. Uwazam, że niezalezna kobieta doceni to, że nie musi dzielić z Tobą portfela i telefonu. Zaufanie to podstawa zwiazku, a jak ktoś chce coś ukryć, to znajdzie na to sposób.

    1. W moim tak samo.. ale nie wyszło to z niczyjej inicjatywy. Po prostu wyszło samo ,,w praniu”. Dla mnie to naturalne ze mamy wspolne konto czy możemy sobie grzebać w telefonie.. tyle ze i tak nie mamy potrzeby tego robić bo i tak sobie wszystko opowiadamy co u nas i z kim dziś rozmawialismy. Po prostu.

      I jako ze moją natura jest dzielenie sie wszystkim z ukochana osobą – to nie powiem ale gdyby mąż kategorycznie uznał ze nie moge dotykac jego telefonu to pewnie spedzaloby mi to sen z powiek… Dlatego najwazniejsze jest dopasowanie. 🙂

  5. Przekazanie dostępu do telefonu nie musi to oznaczać, że chodzi o sprawdzanie. A co jakby był niezabezpieczony? Czy oznaczałoby to, że prosi się o zajrzenie? Od strony technicznej dla mnie to najwyższy poziom zaufania – móc, a nie zaglądać.

    Czym innym jest dzielenie się. To, iloma rzeczami, wydarzeniami, znajomościami, fotkami i innymi tematami jesteśmy w stanie podzielić się z facetem/kobietą naszego życia często ma bezpośredni wpływ na jakość związku. A wiele tego dziś się dzieje w sieci i od nas zależy, jak to funkcjonuje w naszym związku.

  6. „Kocha się tego, komu najbardziej pragnie się opowiadać”. (za Joanną Bator)
    To jest to zaufanie, a nie grzebanie w telefonach i przeszłości.

Dodaj komentarz