13 lutego 2019

Dzisiejszy dzień jest dla mnie swoistym przełomem. Odkryłem, że całkowicie nie nadaję się do bycia z kimkolwiek, bycia w jakimkolwiek związku i wymiękam w relacji z kobietą. Jestem zmęczony samą myślą o tym, że miałbym się do kogoś dostosowywać, że miałbym zatracić gdzieś w tym siebie, walczyć o bycie uwzględniany nie tylko w cudzych planach, ale też bez przerwy zmagać się z prostowaniem światopoglądu na mój temat. I widać bycie sam ze sobą jest mi pisane i nie trzeba z tym dalej walczyć, bo i nie ma w tym potencjału do żadnej wygranej. Ostatecznie bycie ze sobą jest w końcu byciem z kimś kogo kocham, z kimś kto jest i będzie dla mnie zawsze dostępny i będzie już do końca życia sporym wyzwaniem intelektualnym. Do tego jest to ktoś, z kim nigdy mi się jeszcze nie udało nudzić.

Znudziłem się za to dziś na śmierć plakietkami jaki jestem, jaki nie jestem, co zrobiłem, oczekiwaniami czego nie zrobiłem, wyzwalanymi u mnie poczuciami winy, bo ktoś „tyle” zrobił, a ja nic, insynuacjami, że mam problem, bo się nie umiem dostosować. I cholera może i mam problem. Na pewno mam problem. Mój problem polega na bezkompromisowości tego co chcę i tego co myślę, na ekspresji tego co mi się podoba lub nie podoba. Na tym, że jak mnie coś wkurza to to ogłaszam, że mnie coś wkurza, a nie, że „złowrogo szumią wierzby”. I nie obchodzi mnie kto na moim miejscu byłby lub jest zadowolony, kiedy ja nie jestem zadowolony. A może jest też tak, że z takim człowiekiem jak ja życie w parze jest niemożliwe. Nie wykluczam tego nawet przez chwilę. Jestem pewien, że brak uległości u faceta może być na dłuższą metę, szczególnie dla kobiety nie do zniesienia. Szczególnie dla kobiety lubiącej posiadać i wypowiedzieć ostatnie zdanie, postawić na swoim, podeprzeć się setką autorytetów rodem z „Przyjaciółki”, po to by coś ugrać, by udowodnić czyja jest racja. A na końcu myślę, że dupa. Niczyja jest racja, bo nie o rację w życiu chodzi tylko o fajność. O to by dwie osoby czuły się lepiej będąc w związku z drugą osobą, niż same bez związku. Bo jeśli dla partnera lub partnerki relacja to przepychanki, to ja się wypisuję. To ja wolę sobie zlew po przepychać całymi godzinami niż doświadczać przepychania z kimś mi bliskim.

Interesujące, że pomimo tego, iż staram się najzwyczajniej w świecie egzystować tak jak potrafię, bo pewnie lepiej nie potrafię, a staram się jak cholera i tak dostaję co chwilę kolejne zwrotki na mój temat od kolejnych kobiet. Najbardziej utkwiła mi do dziś szczególnie jedna, którą mam wrażenie powinienem potraktować jak coś pomiędzy AIDS, a wyrokiem śmierci. Dotyczy ona mojego domniemanego narcyzmu. Zwrotka jest powtarzającą się sugestią, że jestem narcyzem w czystej postaci. Zastanawiające, bo nawet jeśli jestem narcyzem, cokolwiek to znaczy, i ta prawda objawiona mi jest rzeczywiście na końcu prawdą o mnie, to co z tego i co komu do tego?

Mam wewnętrzne przekonanie, że dawca naklejki w postaci klasyfikowania kogoś lub opowiadania „ty jesteś” nie daje tak na końcu żadnego prezentu. Nie daje nawet reklamacji, bo jak tu zastosować jakiekolwiek działania naprawcze. Na samym końcu robi przyjemność chyba tylko sobie stawiając siebie wyżej. Mechanizm jest następujący: ty jesteś „taki”, a ja w domyśle „taka” nie jestem. To ty jesteś gorszy, a ja lepsza. Mówią, że dając coś komuś otrzymujemy błogosławieństwo, a ja mam wrażenie, że dobry Bóg, którego nie ma, w tym wypadku nie pobłogosławiłby dawcy nawet prezentem w postaci zgniłego ogryzka od jabłka, bo jak można kogoś nagradzać za zrzucanie na drugą osobę jakiejś klątwy.

Olałem zatem sobie moją klątwę nie-dziękując za plakietkę z narcyzem. Jednak w tak przełomowe dni jak dziś odkrywam, że mi to gdzieś dźwięczy w głowie i jakoś w jedną całość te wszystkie wspaniałe zwrotki i reklamacje się układają. A mianowicie mam przeświadczenie, że najgorzej na świecie to chyba nie jest być bandziorem i nie rabować banków. Najgorzej nie podpalać wiosek i nie gwałcić. Kobiety kochają bandziorów i niegrzecznych chłopców. Najgorzej dla niektórych to jest być sobą i wyrażać siebie w ekspresji całkowicie zgodnej ze sobą. Są ludzie, którzy ciągle mają takie rzeczy za złe.

I tak w głębokim poważaniu mam zasadę, że jeśli ktoś Ci mówi, że jesteś głupi raz, drugi to należy to olać, a za to kiedy mówi Ci to 100 osób może coś w tym jest. Do diabła ze społecznym dowodem słuszności. To znów jakiś mechanizm destrukcji jednego człowieka względem drugiego człowieka. Tak może i jestem głupkiem, a może nawet narcyzem. I co z tego? Mimo, że to ostatnie usłyszałem zaledwie trzy razy oczywiście nie poddałem się bez walki o to by właściwie postawić na swój temat diagnozę.

Kiedy odesłałem się po pomoc do zaprzyjaźnionej literatury wnioski przerosły mnie samego. Nie tylko okazało się, że nie jestem żadnym cholernym chwastowym narcyzem, ani polnym kwiatem, ale mam podejrzenia, że to właśnie wśród osób, które wciskały mi te niepospolicie pseudopsychologiczne brednie i kity, występuje całe morze cech narcystycznych. Uspokoję, że ja sam wszystkie te napiętnowane cechy będące pakietem tych uroczych i nieskazitelnych istot mam w ramach własnej tolerancji do ludzi całkowicie tam, gdzie ich miejsce – mam je gdzieś…

Czasem jest tak, że człowiek, który szuka wad u kogoś, robi to, bo te same rzeczy drażnią go u siebie. Do tego fajnie jest dokonywać osądów nad kimś innym. To łatwe, przyjemne i w sumie czemu nie. Tak Wysoki sądzie, zgadzam się. Wysoki Sąd ma rację. Ty Wysoki Sądzie wiesz zawsze wszystko co mi dolega. Paradoks i zarazem zbieg okoliczności tego oceniania z mojego punktu widzenia polega głównie na braku bezstronności oceniających mnie. Kobiety to czyniące, ponieważ znają mnie od lat od podszewki, nie mogą być w żadnym wypadku niezawisłe. Tylko, że to, że ktoś mnie dobrze zna nie daje mu prawa do ocen, osądów i potępiania mnie. To chyba oczywiste!

Czytałem na temat narcyzmu mądre książki, prawie całego Facebooka, autobiografię Wojewódzkiego i biografię Trumpa, a także filmy instruktarzowe jak zostać sex bogiem dyskoteki na YouTube. Czytałem co pisał Jordan Belfort i o tym jak podbić świat bezczelnością i egocentryzmem. Wszystkie sprowadzały się do tego, że nie istnieją na świecie ludzie bez jakiejkolwiek cechy narcyzmu.

Dziś życzę już sobie tylko pozostania przy byciu nieprzemakalnym. Tylko jak tu nie ulegać wpływom własnych emocji, kiedy raz po raz od kogoś jakaś petarda do mnie leci. Już nie ma czym się osłaniać… Owijam się więc w kołdrę by przeczekać ten nalot. Trudno, kimkolwiek już tam jestem i nieważne, ile czubków podobno na końcu na mnie czeka w psychiatryku… Parafrazując nieśmiertelnych „Siedmiu Wspaniałych” pojawiamy się na tym świecie niczym wiatr co przegania czarne chmury i niczym wiatr przeminiemy… chyba najważniejsze aby przez tą chwilę na tej planecie pobyć w zgodzie sobą.

22 myśli na temat “13 lutego 2019

  1. Popieram decyzję o życiu zgodnie ze sobą:) Mam nadzieję, że będziesz się tego trzymał;) Prawdziwe związki nie tłamszą tylko rozwijają. Lepiej być samemu niż ciągle prowadzić przepychanki, zgadzam się z tym w 100%. Gwarantuję, że My kobiety nie mamy w genach tendencji do zmieniania mężczyzny. Po prostu nie spotkałeś jeszcze odpowiedniej dla siebie kobiety, z którą nawzajem będziecie się akceptować:) Gdzieś tam na pewno jest ktoś taki, może poznacie się w samolocie;)

  2. I tak apropo oceniania przez innych,wpadł mi własnie cytat z Foresta Gumpa: „Żaden ze mnie orzeł, fakt, ale nie jestem tak głupi jak się ludziom zdaje, bo to co oni widzą nijak się ma do tego co się telepie w mojej łepetynie” 😉

    1. Trochę biegnę przez życie jak Forrest tylko czasem gonię, a czasem jestem goniony i uciekam. Inna sceneria i ludzie ale poziom nieakceptacji i braku zrozumienia chwilami podobny…

  3. Każdy z nas czasami czuje się jak Forest, chyba w tym siła tej historii;) Ważne żeby biegać w zgodzie ze sobą, jego historia w zasadzie zakończyła się dobrze:) Forest spotkał po drodze paru ludzi, którzy go rozumieli i akceptowali, więc jest nadzieja i dla Ciebie 🙂 Może wystarczy się dobrze rozejrzeć wokół siebie, a nie skupiać na pseudo psychologach;)

  4. Ty nie jesteś narcyzem tylko silną osobowością z domieszką egocentryzmu (patrz zdanie 3 bloga). To zupełnie nie przeszkadza w byciu w związku, tyle że partnerka to wtedy powinna być uległa i wyrozumiała. Jak się plus z plusem spotka to bummm i wywala korki….
    Z drugiej strony bycie „singlem” ma, jak dla mnie, więcej plusów niż minusów.

    1. Ja sądzę że do silnej osobowości z dużym poczuciem wolności raczej pasuje ten sam typ😉 Tylko niezależna kobieta,mająca również potrzebę wolności będzie potrafiła to zrozumieć…a nie wymagać opieki i adoracji 24/dobę😉 Uległość to często tylko skrywane potrzeby,które prędzej czy później dadzą o sobie znać…

      1. Zamiast przemyśleń ważniejszy jest chyba święty spokój… to moje przemyślenie na dziś…

        1. Z Twojego tekstu wynika, że daleko ci do spokoju i do tego świętego…
          Życzę świętego spokoju. Pomyśl co trzeba zrobić aby taki stan ducha osiągnąć…

            1. Bardzo dobre rozwiązanie:
              Singiel to ma klawe życie oraz wyżywienie klawe…
              Przede wszystkim już o świcie wstaje i sam sobie robi kawę…
              A do kawy jajecznicę, a gdy już podeżre zdrowo,
              to przynoszą mu w lektyce bardo fajną singielową…”
              Ciąg dalszy można dokomponować na melodię Ballady o Cysorzu https://www.youtube.com/watch?v=x2w_G2TpkWU

    1. To chyba o mnie:

      „And I’m bleeding, and I’m bleeding, and I’m bleeding
      Right before the Lord
      All the words are gonna bleed from me
      And I will think no more
      And the stains coming from my blood
      Tell me „Go back home””

  5. Nie zamykać się. Nie uogólniać. To nie jest jakaś spaczona nacja. Każda jest inna (kobieta). Wysłuchać, zrozumieć, wiedzieć. Żeby nie było, że ona go kocha i myśli, że on wie, ///ale on wybrał „Czterech pancernych i psa” i gówno wiedział. Za to znał kogoś, kto był z wyglądu kujonem i coś tam kumał przeważnie (więc może on to ogarnie). No i prowadzi tę (kobietę) pół bloku obok./// A potem żałuje, że się jednak nie wysilił.
    Czy coś.

  6. Podobno większość osób nie lubi Walentynek. No i większość osób obchodzi Walentynki (zasłyszane w radiu w drodze do pracy). 😜
    Jakby ktoś znowu miał ochotę cię zmieniać bo coś mu w tobie nie pasuje to weź go nakieruj na miasję zmiany Świata. Robota dożywotnia to i spokój na długo masz zapewniony (zwłaszcza że nie wyjdzie bo zmiany zaczynamy od siebie).
    No i czemu się przejmujesz że ktoś cię nie rozumie.. Sam sobie nie do końca rozumiesz i nie jesteś z tym sam, większość ludzi myślacych za dużo ma chwilę że sami siebie nie rozumieją, i co z tego.. Z tym można żyć (ale jak się zastanawiasz nad sobą, znaczy myślisz o sobie, znaczy Narcyz ? Właśnie odkryłam że mam skłonności narcystyczne..).
    Uznaj że masz jak kobieta w przysłowiu i nie martw się na zapas, zwłaszcza tym co komu pasuje a co nie.

    „Kobiete trzeba kochać, nie rozumieć ”

    Całkowita akceptacja z naszymi małymi (lub większymi) wariactwami i dziwactwami jest najcenniejszą rzeczą jaką w XXI wieku możemy dać drugiej osobie.
    Niby postęp i dobrobyt a w środku ubóstwo.

    1. Rany Ania – TAK, przyznaję i uznaję od dziś, że mam jak kobieta i zmieniać się nie zamierzam 😊

      1. Brawo Ty:)Tak trzymać!!!!!
        Aniu super komentarz:), akceptacja to największy i najpiękniejszy podarunek. Życzę tego wszystkim:)!!!!!!

  7. Chodź, nie bądźmy narcyzami. Nawet w małym stopniu. Dajmy się zdeptać! To głównie o to chodzi, tym osobą, które się dopatrują w nas tych cech.
    * możliwe, że źle odebrałam Twój tekst. To moję odczucie, które towarzyszyło mi podczas czytania. Nie musimy się nikomu tłumaczyć. Nikt nam sumienia i duszy nie zaklei, powiąże… to my sami musimy sobie z tym radzić.

Odpowiedz na „Mr of AmericaAnuluj pisanie odpowiedzi