24 sierpnia 2018

Jedna z czytelniczek pytała mnie ostatnio, czy wierzę we wróżby. Jak tu nie wierzyć w moce nadprzyrodzone, kiedy te moce same pukają do naszych drzwi, nawet wtedy kiedy ich nie słuchamy, bo akurat słuchamy porywającej muzyki. Dziś całkiem poważnie wierzę we wszystko. Wierzę we wróżki i ich wróżby, kosmitów, opiekunów duchowych, to, że Ziemia jest okrągła, reinkarnację, zaawansowane starożytne cywilizacje, szeptuchy, miłość, św. Mikołaja, E.T., w gwiazdy, czarodziejów, to, że Bóg potrafi zamienić Pepsi w Coca-Colę i kranówę w wino mszalne, w duchy, aurę, czakry, dobro, w opatrzność, wszystkie rzeczy widzialne i niewidzialne oraz w ludzi… Wierzę również, że wszystkie doświadczenia, które nam się doświadczają są w życiu po coś. Chociaż, jeśli nie wyciągniemy z nich żadnych wniosków, na 100% będą po nic.

Było już ciemno w ten piątkowy wieczór, kiedy pędziłem przez lasy moim czarnym rumakiem. Świecił się tryb sport, mój kark był gotowy na złamanie, a z głośników huczała na cały regulator gitara Gilmoura z najpiękniejszą solówką na świecie w takt „Comfortably Numb”… Nadmienię dygresyjnie, że kiedyś słyszałem, że styl prowadzenia auta u ludzi wyraża ich sposób życia. To w jaki sposób prowadzisz, w ten sam żyjesz i w identyczny się kochasz. Jestem najgorszym kierowcą świata i na szczęście nie przeszkadza mi to aby akurat nie wierzyć, by mój styl prowadzenia miał cokolwiek wspólnego z tym jak się kocham. A teraz wyobraźcie sobie, jak jedziecie przez gęste lasy zanurzeni w Davida i prosto od opiekunów duchowych, zlatuje Wam z nieba na auto sarna. W jednej chwili musiałem trzymać mocno kierownicę i opanować potrzebę posrania się w gacie ze strachu. Straciłem bezpowrotnie 1/5 przodu pojazdu, tablicę rejestracyjną i całą klimatyzację. Zyskałem ostrzeżenie o wyłączeniu ochrony antykolizyjnej, a moja przednia szyba zrobiła się zielono-czerwona, identycznie jak flaga Portugalii. Włączyły się wycieraczki, a auto o dziwo jechało dalej. Kiedy się zatrzymałem i zobaczyłem jak na niekorzyść się zmieniło, bardzo pożałowałem, że zobaczyłem to, co wtedy zobaczyłem. Dzisiaj myślę, że jakiś nadprzyrodzony byt wyjątkowo chciał mi powiedzieć: „zatrzymaj się do cholery”. Niestety głuchy człowiek nie ma szans nic usłyszeć. Głuchego człowieka z zamkniętymi oczami trzeba czymś dotknąć bo inaczej nie poczuje, kiedy jest do niego komunikat.

Kolejnego dnia, w sobotę, miałem ostatnią w życiu możliwość spotkać się z moją ukochaną jeszcze jako para. Bo w niedzielę był nie wiedzieć jak to możliwe dzień, w którym przypadkowo niczym w bajkach, poznała swojego nowego ukochanego. Żeby nie było. Jestem teraz złośliwy, bo diabli wiedzą kim on dla niej jest. Bogowie za to wiedzą, że któryś z nich postanowił mi dopieprzyć dokładając do ofiary z sarny zatrzymaniem naszej relacji. Chciałbym móc kiedyś tego gnoja dorwać i zapytać czy masakra na zwierzęciu i moim mózgu po stracie tej dziewczyny to była rzeczywiście najwyższych lotów nauczka. Czy nie dało mi się wysłać ostrzeżenia w postaci dżumy albo czarnej ospy? Gdybym umarł nie cierpiałbym i nie miałbym tych cholernych problemów z holownikami co wtedy…

Nie uwierzycie ale zgodnie z prawem serii wcale nie był to koniec moich tarapatów. W poniedziałek trafiłem z przewlekłym bólem ścięgien Achillesa do lekarza. Ten kiedy usłyszał, że biegam codziennie od 10 lat, najpierw napisał mi skierowanie do zaprzyjaźnionego psychiatry, a potem wysłał na miesięczną rehabilitację z zakazem do odwołania jakiegokolwiek biegania i limitowania chodzenia pod rygorem śmierci na wózku inwalidzkim.

W ciągu 4 dni dostałem z niebios trzy beznadziejne teleksy z komunikatem STOP. Wszystkie jeden po drugim. Żadnego sygnału PLAY. Wnioski nasuwają się same. Pilnujcie swoich ukochanych, bo zawsze może być tak, że ktoś Wam kogoś podwędzi. Nie chodźcie do psychiatry, kiedy lekarz mówi nie biegać to znaczy nie biegać. Nie bierzcie personalnie tego, że ktoś nawala z katapulty sarnami w Wasze auta. W końcu mogło być znacznie gorzej. Mogłem dostać słoniem lub wielkim kaszalotem z tej katapulty, wtedy ten blog by nigdy nie powstał…

Mój prawdziwy wniosek jest w sumie tylko jeden. Czasem trzeba się w życiu zatrzymać. Potem schronić na bezpieczną, z góry upatrzoną pozycję, tak by móc wszystko sobie bardzo dokładnie przemyśleć. A kiedy ma się już ogarnięte wnioski i zrozumienie czemu trzeba było się zatrzymać, wtedy jest dobry czas zrobić tak, by coś w swoim życiu i sobie wreszcie zmienić… i nie żałować, że tak późno… zawsze lepiej późno niż nigdy.

17 myśli na temat “24 sierpnia 2018

  1. Miło mi, że moje pytanie zainspirowało do napisania posta 🙂 Kosmos codziennie wysyła nam jakieś znaki, tylko bardzo trudne jest ich wychwycenie i odpowiednie zinterpretowanie. Świadomość ich istnienia przybliża nas jednak do nabycia umiejętności korzystania z nich. Nawet w, z pozoru złych wydarzeniach, w naszym życiu zazwyczaj kryje się jakieś przesłanie. Czasem kosmos chce żebyśmy zwolnili, czasami wręcz przeciwnie motywuje do działania. Trzeba w tym przypadku wsłuchać się w swoje emocje i odczucia i zawsze kierować tymi pozytywnymi:) Życzę umiejętności wyłapywania znaków i odpowiedniej ich interpretacji:)

  2. I jakie te wnioski?? Prowadzenie zdrowego trybu życia (bieganie jest podobno zdrowe) nie jest zdrowe, wiara w miłość kpi sobie z człowieka a coś co powinno budować dobro potrafi nieźle człowieka poranić, co do auta
    … coś ty nie myślała gdy tak pędził że ktoś czeka na Ciebie?? Ewentualnie inny wniosek, zwierzęta leśne też lubią zasuwać.
    Hm.. Moje wnioski skończyły się na tym że nie wierzę prawie w nic, choć może to nie wnioski a raczej skutki uboczne.

    1. Wniosek jest taki, że czasem człowiek pędzi gdzieś w obłędzie i nie zauważa, kiedy mu spiernicza coś najważniejszego…

  3. Wydaje mi się, że jak ktoś nie chce uciec to nie ucieknie, żeby nie wiem co. Niektórzy nie są nam pisani, ale każdy kto staje na naszej drodze czegoś nas uczy. To, co teraz możesz zrobić to zaakceptować stan rzeczy, przestać to analizować i żyć pełnia życia. Dzisiaj jesteś, a jutro może Cię już nie być i tracenie czasu na myślenie co by było gdyby nie ma sensu. Gdyby Zet była Ci pisana to byś z nią był. „Thank you, next” banalne a jakie trafne😀

    1. Kiedyś mi ONA napisała: „gdybyś mnie kochał to byś dziś ze mną był”. Co to za plaga zdań warunkowych… a ja sobie myślę, że jeszcze nikt z nas nie powiedział w tym temacie ostatniego słowa!

  4. Mój mąż również poszedł swoją drogą… Teoretycznie (sercem) rok temu, praktycznie (fizycznie) pół roku… Już jest lepiej, ale ukrytego sensu tych zdarzeń jeszcze nie odnalazłam… Chociaż nie – w sumie dużo się we mnie zmieniło … Przede wszystkim to, że zrozumiałam, iż z życia trzeba korzystać tu i teraz, bo nigdy nie wiadomo, czy Ci „sarna” nie spadnie na łeb :-p

Odpowiedz na „OlińskaAnuluj pisanie odpowiedzi