15 września 2017

„Najlepsze kobiety to mężatki, a najprzystojniejsi faceci to geje”. Doceniam dziś prawdziwość tego stwierdzenia. Jakiś czas temu olśniło mnie, że tekst piosenki Robbie Williamsa jest oparty na faktach. Uświadomiłem sobie to na końcu świata – w Meksyku. Spotkanie w męskim gronie i hektolitry lokalnego alkoholu doprowadziły mnie i moją grupę kolegów do szukania zależności w tematach związków oraz zbierania konkluzji na temat tego, która kobieta może być mniej lub bardziej odpowiednia dla danego faceta.

Zaczęło się wszystko od wspólnej włóczęgi po meksykańskim zadupiu, zaraz po tym, jak po kilku godzinach snu nikt z nas nie był pewien czy to ten dziwny kraj, czy jetlag, tak niepokojąco wpływa na nasze samopoczucie. Byliśmy w samym środku miasta Aguascalientes położonego na wysokim płaskowyżu obok gór Sierra Madre, na wysokości 2 km, tam, gdzie prawie wcale nie ma tlenu. Mieścinę tę zamieszkuje podobno ponad półtora miliona ludzi. Całość wygląda jak taka wiocha, w której psy o budę z nudów mogą się zabić. Do tego rozciąga się bardzo rozlegle, zupełnie jak stare niedoprane gacie grubej Murzynki zarąbane z lokalnego getta. To miejsce w każdym miejscu wygląda podobnie biednie i przygnębiająco, a jest obszarowo większe niż wioska Warszawa.

Było południe, kiedy dotarliśmy do starego centrum tej zapomnianej przez turystów atrakcji turystycznej. Z nieba lał się żar i nie zostało nam nic więcej poza radością zrodzoną z faktu, że możemy zasiąść we czwórkę przy pierwszym wolnym stoliku jaki spotkaliśmy. Zresztą wszystkie były wolne. Różnica kulturowa w obsłudze między uroczą stewardessą z Lufthansy i nawet McDonaldem spod Częstochowy, a tym lokalnym gównem polegała na tym, że jedynie tu nikt nie krył, że zlewa nas śmierdzącym potem. Przecież o tej porze restauracja jest nieczynna. Dopiero kiedy pokazaliśmy lokalesom grube zwitki meksykańskiej kasy, której nie sposób było wydać na nic innego niż gorzała, i przekonaliśmy kucharza, że nie będziemy go fatygować by nam coś upichcił, a nawet poczęstujemy go lokalnym piwem, którego wzruszony nie chciał tknąć, wreszcie ktoś zainteresował się naszą obecnością.

Było ze mną dwóch Niemców i Hindus. Siedzieliśmy dosłownie prażąc się na meksykańskim słońcu, pod małym parasolem, podczas gdy na stole lądowały co chwilę następne rzędy kolejek szczylowatego piwa o kolorze i zapachu sfermentowanych sików. Jakość piwa nie potrafiła mnie zdziwić. Kosztowało tyle co nic i smakowało mniej więcej tak jak wyglądało na filmach Rodrigueza o El Mariachi.

Kiedy tak siedzieliśmy, jedynym tematem jaki nam się nasuwał pod czaszkę były opowieści o kobietach, kanonach współczesnego piękna i o tym jaka powinna być idealna różnica wieku między kobietą, a facetem, aby porządnie iskrzyło. Było 40 stopni na słońcu, a my z wielkim trudem dochodziliśmy do złotej formuły znanej zapewne dotychczas jedynie faraonom w starożytnym Egipcie. I to zaraz po tym jak opuściło ich UFO, pozostawiając osamotnionych z tą bezcenną wiedzą.

Inspiracją dla naszych rozważań był lokalny koloryt. To, że siedzieliśmy w upale gapiąc się w jednym kierunku, a wkoło mijały nas klony najbrzydszych ludzi świata. Faceci jeszcze bardziej brzydcy niż ci w Rosji i kobiety, upodabniające się do nich w myśl zasady kto z kim przestaje. Żadne z nas nie wierzyło, że to co widzimy nie jest fatamorganą. Zadziwiające, że wszyscy byli niemal identyczni i identycznie szpetni. Najwyraźniej DNA nie mieszało się tu od lat i trudno mu się dziwić. Nie wpuściłbym z tej zgrai ludzi do swojego łóżka absolutnie nikogo, nawet gdyby mi dobrze płacili. Myślę, że środkowy Meksyk to niebywale bezpieczne miejsce, by puścić faceta samotnie na podbój świata. Nie ma szans by tu kogoś spotkać, poderwać i by kogoś z Europy z tym kimś zdradzić. No chyba, że facet w urodzie sam nie ustępuje żabie, a jego fetysze to koszmary z ulicy wiązów.

Nie wierząc czy to co widzimy dzieje się naprawdę, a przecież po piwie tolerancja na brzydotę zmienia się często w akceptację, a nawet pożądanie, podeszliśmy do sprawy metodycznie i naukowo. Każdy z nas zaczął liczyć, ile brzydkich kobiet musi nas minąć, aby wyłoniła się jedna atrakcyjna. Definicja atrakcyjności była prosta: „może spać u mnie w pokoju”. Wyszło, że średnio minimum 15 osób musi sobie przejść by licznik odliczył jeden. Byliśmy na tyle nowocześni, że jeden z kolegów ogłosił, że jak dla niego w tym eksperymencie płeć nie gra roli. Obawialiśmy się przez chwilę, że może tej nocy skończyć z facetem w pokoju, ale na szczęście, żaden z facetów nie przebił w piękności kobiety i żaden ostatecznie do badania się nie załapał. Po naszych wspólnych eksperymentach alkoholowych do dziś mam wrażenie, że ten najprzystojniejszy z naszej czwórki kolega może być gejem i za tą jego oryginalność nawet bardziej go lubię.

Kiedy po mniej więcej godzinie regularność ładności nabrała empirycznego taktu w postaci stabilnego trendu co 15-16, zaczęliśmy baczniej przyglądać się naszym obiektom. Obserwować co je wyróżnia z tej masy brzydoty, kiedy nadchodzą i co decyduje o atrakcyjności kobiet w tej dziurze zapomnianej nawet przez kartele narkotykowe. Druga godzina przyniosła kolejną regularność. Korelacja atrakcyjności kobiety zbiegała się zaskakująco z posiadaniem i trzymaniem za rękę jakiegoś dziecka. Do tego w 90% przypadków dziecku towarzyszył dość młody z wyglądu partner kobiety. Zadziwiające, że tego dnia nie spotkaliśmy prawie żadnego przypadku występowania interesującej dziewczyny bez dziecka i bez partnera. Nie było najmniejszych szans aby, jakiejkolwiek z nich można było odstąpić do spania nieużywaną w naszym pokoju sofę. Wnioski z wyników naszych badań były dla nas druzgocące… Objawiły się tym, że nawet gdybyśmy stanęli na głowie, nie poderwalibyśmy ani do seksu, ani dla wprawy na tym zadupiu absolutnie nikogo…

Drugie zagadnienie, które tego dnia wzięliśmy na warsztat, dotyczyło odpowiedniej proporcji wieku. Zaczęliśmy to analizować bardzo dogłębnie. Tym razem na naszych własnych skórach. Każdy z nas pochwalił się swoim wiekiem i każdy z nas nakreślił swoje upodobania wiekowe co do wymarzonej partnerki. Pierwszy sukces wyłonił się, kiedy się okazało, że w każdym przypadku partnerka miała być od nas młodsza. To znacznie ułatwiło nam budowanie wzoru matematycznego. I tak metodą prób i błędów, zaglądając w głąb siebie i historię naszych sukcesów i porażek, analizując nasze wymarzone przedziały, napatoczyła nam się złota formuła.

Sprzedaję Wam teraz tajemnicę bazującą na doświadczeniach prawdziwych facetów. Nie jakieś badziewie, które puszczają lalusie, tacy co świeżo wyszli dziś sobie z siłki i mają parcie na szkło w YouTube. Formułę, którą wynaleźliśmy sami i kosztowała nas wszystkich życie. Ostrzegając z góry tych, którzy chcieliby nam ją buchnąć nadmienię, że kiedy ostatnio sprawdzałem, nasz wniosek patentowy leżał już na wierzchu kupki z wnioskami w Biurze Patentowym, zaraz obok tych od Tesli i Apple.

Oto złota formuła idealnego wieku dla kobiety, tak by facet i kobieta byli szczęśliwi i nigdy się sobą nie znudzili, aż do wyczerpania formuły. Jej wiek to połowa wieku jej faceta plus 5 lat. Tolerancja 10%. Prawda, że genialnie prosta? Cieszyliśmy się jakbyśmy wynaleźli ogień.

Wynaleziona przez nas formuła jest piękna, a zarazem okrutna. Zwiastuje jednocześnie początek nowego i śmierć starego związku. Piękna i życiowa, bo uwzględnia, że starzejemy się codziennie tak samo, więc proporcje wieku partnerów się zmieniają. Okrutna, bo jej matematyczna dokładność i bezwzględność wymusza zmianę partnerów, kiedy różnica ich lat niebezpiecznie się do siebie zbliży. Formuła jest też dobra dla ludzkości, gdyż formuła wie, że każda zmiana partnera i partnerki może być dla nich tylko pozytywna.

Pozytywne jest też to, że stosując ją przez całe życie nigdy nie będziecie się nudzić z jedną osobą. Dzięki niej 100 letni facet będzie miał na swoim domowym pokładzie przez pewien czas dziarską 55 letnią kobietę, a doświadczony już w seksie i życiu 40 latek będzie stymulowany przez wulkan energii tak maksymalnie 27 latki, która będzie się przy nim czuła w niebo wzięta.

I tego Wam wszystkim życzę w Nowym Roku… oby nasza męska, okupiona trującym meksykańskim piwem formuła przyniosła Wam wszystkim i całemu światu powiew świeżości w życiu!

Oby w Waszych relacjach zapanowało zrozumienie dla przemijania bycia z drugim człowiekiem i aby każdy zrozumiał, kiedy nastaje moment krytyczny do tego by powiedzieć sobie dziękuję. A kiedy już to zrozumiecie i polubicie działanie nieuniknionego prawa natury, jestem pewien, że wejdźcie w nową relację jak w masło, aż do kolejnego wyczerpania się formuły lub aż do śmierci w zależności od tego co spotka Was pierwsze.

Aż mi się chce zacytować w tym miejscu XVII wiecznego klasyka: „Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.”

17 myśli na temat “15 września 2017

  1. Taki wzór można zastosować z powodzeniem w domu uciech, tudzież na dyskotece. Nie mogę sobie wyobrazić o czym mógłbym rozmawiać, w dłuższym okresie czasu, z taką „siksą”. Jeżeli udało ci się to zastosować to gratuluję. I trochę zazdroszczę:)

  2. Wygląda mi to na pracę marzeń niejednego faceta… Już widzę te kolejki…
    P.S. A może jestem źle nastawiona i większość facetów szuka tej jednej jedynej co z nią do końca życia a nie do określonego przebiegu.
    A co do przebiegu… Tuning, lifting itp wiek już chyba nie znaczy aż tak wiele… Bo jak jednym z wiekiem zmarszczek przybywa, tak innym ubywa. …Magia…

    1. Wiek nieważny, przebieg się liczy… zmarszczki potrafią być seksi 😊

      Ale ja jestem chwilowo myślami gdzie indziej. Zlecę testy do Indii… niech się oni pocą 🤦‍♂️

  3. Hm… To ja się też poświęce dla naukowego rozwoju ludzkości, a co! Będę testowała związek z czekoladą do końca swoich dni. Gorzka z kokosem, polecam 😍

  4. Może kiedyś zacznę wynajmować poduszkę jako psychoterapełtę. Kiedyś, bo dzisiaj to raczej ciągle jest mi potrzebna…

    Jak tak czytam to co piszę, to widzę wyraźnie że powinnam się powoli kierować spać 😉

  5. Złota myśl na dziś dla ciebie: Jeśli myślisz, że jesteś silny, odważny, elokwentny, szarmancki i przystojny – idź do domu. Jesteś pijany. 😉

    1. Zmieniłem nawet lekarza i leki i nadal nadal to samo 😂
      Od 3 lat ten sam psychoanalityk… dam mu szansę jeszcze 2 lata, a jak nie pomoże spadam na Jamajkę 😎

  6. Nie wiem ile setek lat byliście na tej wyprawie, ale w dzisiejszych czasach wzór jest inny a mianowicie od lat kobiety obejmujesz 9 i wychodzi idealny wiek partnera, zaczynając od około 35, jedynie formuła zostaje, a raczej się wyczerpuje 😁

Odpowiedz na „małaAnuluj pisanie odpowiedzi