29 grudnia 2018

Obudziłem się dziś w Betlejem. Niestety po palestyńskiej stronie. Za wypicie piwa po złej stronie miasta grozi do wyboru ukamienowanie lub rozstrzelanie. Do tego w rodzinnym mieście mesjasza jest dziś szabat. Tu podobno przyszedł na świat syn Boga Jezus. Musi to być szczególne miejsce bo kilka kilometrów dalej, całkiem obok wstąpił do siedmiu niebios Mohamet. Odkąd Jezusa tu nie ma miasto wygląda jak po wojnie albo na filmach z Bejrutu. Dzieciaki latają pośród stylowo odbudowanych slumsów z bronią w ręku, a biedni turyści nie wiedzą czy to przygotowania do wojny czy do Sylwestra. Na szczęście mam na sobie dobrze odhodowaną czarną brodę, przeciwsłoneczne czarne okulary od Gucciego zakupione na Broadwayu i nie mam żadnego problemu by wystylizować się na seksownego i pobożnego Araba. Ale dupa. Zamiast kałacha mam w ręku amerykański telefon do robienia fot, a zamiast modlitewnej postawy, naleciałość japońskiego turysty. Więc idę pośród tych pobożnych ludzi niczym zjawisko z innej planety, cykam im zdjęcia i na wszelki wypadek się do każdego z nich uśmiecham jakbym właśnie wrócił z Hollywood.

Mimo, że dziś wierzę tylko w siebie, w seks, w kosmitów i reinkarnację jestem w miejscu, w którym jestem otoczony przez przeróżnych innowierców. Tu też wszyscy wierzą w coś innego. Jest to egzotyczne ale w pewnych momentach irytujące. Dziś moja siła spokoju poszła na chwilę na pustynię Negew, kiedy 14 razy w ciągu godziny zostałem zapytany przez lokalesów skąd jestem. Przez chwilę im mówiłem, a potem zmieniłem strategię i zacząłem odpowiadać, że jestem z trzeciej planety od Słońca. Niestety dotąd nikt nie zrozumiał dowcipu. Myślę, że pociągnę jeszcze chwilę ten żarcik, a potem spróbuję jak wchodzi odpowiedź z Układem Słonecznym.

Stałem właśnie z zapartym tchem w długiej kolejce by zobaczyć stajenkę Jezusa. Niestety dawno została zamieniona na marmurowy pałac. Po godzinie tego stania widzisz dziurę w podłodze ze srebrnym słoneczkiem. Dotknąłem, nowe bakterie skolekcjonowałem i poszedłem dalej. Jestem chyba zawiedziony. Nie tylko nie było stajenki, ale nie było też kompletnie nic boskiego. Bo dla mnie dziura to tyle co nic. Irytujące kiedy ludzie nie potrafią uszanować tego, że czasu nie cofniesz, a Jezus nie urodził się w pałacu ani bazylice. Z tego co o nim słyszę to on musiał być swój chłop. Jego kariera to typowy amerykański sen od pucybuta do milionera. Niestety kasa w postaci tantiem z podyktowanej przez niego nieautoryzowanej biografii, która stała się światowym bestsellerem, poszła w komin i została zagarnięta przez korporacje religijne. Tylko wydaje mi się, że tak brzydkiej bazyliki jaką wybudowali na miejscu jego stajni to on nie zamawiał. Może zbudowali mu ją ci sami ludzie, którzy dziś kupują pierwsze ceglaste komórki Centertela aby móc pochwalić się znajomym, że zawsze ich było stać.

Niebywałe dla mnie jest to, że te wszystkie religie opowiadają o skromności, a wszystko co jest z nimi powiązane opływa w złoto. Dochodzę w ten sposób do nowych wniosków, że być może bycie kasistym to jakaś szczególna forma skromności. Jeśli tak jest, ja sam wpisuję się w ten nurt wręcz idealnie. Jestem skromny po sufit. Mam też więcej przemyśleń. Kiedy stoisz w długiej kolejce by zobaczyć coś czego od początku wiadomo, że mogło tam nigdy nie być, nabierasz dystansu do świata. Stali tu koło mnie ludzie wszystkich ras i wszystkie nacje, ludzie reprezentujący wszystkie religie świata. Słyszałem w kolejce kilkanaście języków, a na samym końcu zrobiłem 150 zdjęć z marmurem i górą złota oraz dziurą ze słoneczkiem. Byłem miażdżony przez tłum Rosjan i popychany przez zdziczałych religijnych fanatyków z Afryki tylko po to by zobaczyć miejsce, w którym podobno narodził się Jezus. Brakowało mi w tej kolejce bezcłowego sklepu z perfumami i tak po ludzku stoiska z lokalnym winem mszalnym. Brakowało mi wesołości ludzi. A najbardziej brakowało mi spotkania z sacrum. Sacrum, którego szukałem wyparowało. Dzisiaj można kupić w pobliżu tego miejsca paciorki za dolara za sztukę i przekonać się po raz kolejny, że nikt tu nie zakuma żarciku o Układzie Słonecznym. Moja odpowiedź nie wpisuje się tu w żadną strategię sprzedażową.

John Lennon powiedział, że „Bóg jest pojęciem, którym mierzymy cierpienie”. Dokładnie tak jest w Betlejem. Im bliżej Boga jesteś w kolejce, tym bardziej cierpisz od naporu ludzi, którzy tratują Cię, żeby przywitać się z dziurą po Bogu. A ja myślę, że sacrum tam nie ma bo spieprzyło przed naporem tych ludzi…

Ecce homo

6 myśli na temat “29 grudnia 2018

  1. Bo tak to jest na tym świecie,że wszystko obrasta komercją…Jezus nie był bogaty i nie miał do tego zapedów, czego współczesnym kapłanom zabrakło…ze wszystkiego robi się show I pod turystę. ..przykre to …. wiara jest na końcu, szarym końcu…ciężko wierzyć jeśli dostaje się ciągle po dupie…A nie ma uzasadnienia tych nieszczęść…życie jest jakie jest…A kasa Cóż napewno to życie ułatwia I tyle…Pozdrawiam

  2. „Nie było miejsca dla Ciebie…” I widocznie nie zmieniło się za wiele. Stan planety obrazuje stan naszego wnętrza… Ludzie przez wieki niewiele się zmienili… No w każdym razie wygląda na to że na lepsze się nie zmienili.

  3. Od dawna mnie interesuje relatywizm życia . Konteksty systemowe kodyfikują nasze działania i w zależności od efektu bawią, tumanią lub przestraszają.

  4. „a potem zmieniłem strategię i zacząłem odpowiadać, że jestem z trzeciej planety od Słońca”- piękne i „Słyszałem w kolejce kilkanaście języków, a na samym końcu zrobiłem 150 zdjęć z marmurem i górą złota oraz dziurą ze słoneczkiem”-powalające. Znowu się uśmiałam 🙂

Odpowiedz na „TatulAnuluj pisanie odpowiedzi