19 grudnia 2018

Dopiero 19 grudnia. Dłuży mi się chyba pierwszy raz w życiu od podstawówki. Chciałbym móc powiedzieć, że jest już kolejny rok. Nie znoszę 2018. Nie pamiętam za co. Nie mam nawet problemu z tym, że przez to, że sobie on minie mogę być starszy. Wiele osób na tym blogu pyta mnie, ile mam lat. Jestem trochę młodszy od mojego idola Keitha Richardsa, który miał wczoraj urodziny, a trochę starszy od Justina Biebera i centymetr od niego wyższy. Myślę, że poza płcią z Justina mam mało. Za to po przeczytaniu kilku biografii Keitha mogę powiedzieć, że z tym gościem łączy mnie bardzo wiele. Niezależnie od wieku obawiam się, że mentalnie zawsze już będę miał tak między 27 a 33. Trudno mi się zdecydować, ile dokładnie. Całe życie powtarzam za Jackiem Nicholsonem tekst z Czarownic z Eastwick, że „wiek nie ważny, przebieg się liczy”. Można powiedzieć, że mam relatywnie mały przebieg, jeśli któraś z czytelniczek jest bardzo ciekawa.

Puszczam wolno ten rok. Był dla mnie trudny. Trochę przez brak analizy konsekwencji sam te trudności sobie zamówiłem. Jak człowiek do końca nie wie czego chce to budzi się z ręką czasem nawet w nieswojej czarnej dupie gdzieś, gdzie nie wiedział, że sobie zamówił, że będzie. Ale o tym już pewnie trochę czytaliście. Cieszę się, że zbliża się dzień przesilenia zimowego i nie mogę się na niego już doczekać. To taki dzień, który jest obietnicą, że co najmniej do jesieni będzie już tylko lepiej.

Dziś w ogóle jest cudowny poranek. Świeci słońce, a ja obudziłem się prawie zdrowy. I prawie słyszę na prawe ucho. Kiedy jestem chory początkowo tego nie zauważam. Prowadzę życie zdrowego, bo nie wiem, że mam być chory. Choroby podobnie jak duchy nie informują mnie o swojej obecności. Potem jest faza wypierania. A potem umieram z bólu na coś. Ja już wiem, że nie umarłem, drugi antybiotyk ubywa z góry leków w zastraszającym tempie i czuję jak zdrowieję. Leżałem w łóżku 6 dni, a od tego można jedynie oszaleć. Lubię siebie za zdrowienie. Rozpoznaję je po tym, kiedy gdzieś zaczyna mnie znów gdzieś nosić. Bardzo prozdrowotny objaw u mnie. Może w najbliższych dniach nie wychodźcie z domów jak będę szaleć.

Od rana siedziałem i zastanawiałem się co mi to przypomina. Przypomina mi to czas, kiedy nie miałem żadnych planów na dzień, ani tydzień, a nawet na lata. Jak byłem takim smarkaczem można było wieść życie bez żadnych planów. Cudowne jest życie, kiedy cię prawie nic nie boli, a ilość dragów które trzeba jeszcze pożreć do pełni szczęścia wydaje się być znikoma. Odkryłem już kiedyś, że największą wartością i aktywem jakie w ogóle posiadamy jest nasze życie. To tylko od nas zależy co z nim zrobimy. Zamierzam zrobić z tym co zostało z kupki życia coś pozytywnego jeszcze dziś…

Viva la vie!

7 myśli na temat “19 grudnia 2018

  1. No i to mi się bardzo podoba. Wreszcie jakis promyczek nadziei na lepszy czas, na Twój lepszy dzien. Carpe diem! Przeszłości nie zmienisz, za to masz ogromny wpływ na przyszłość, wiec łap wiatr w żagle i ruszaj w rejs zwany życiem. Zdrówka!

Odpowiedz na „AlaAnuluj pisanie odpowiedzi